Nadmierna produkcja i konsumpcja stanowią coraz większe obciążenie dla środowiska. Do rozwiązania problemu mogą...

– Każdy Polak generuje średnio ok. 360 kg odpadów rocznie. Co roku w Polsce marnujemy 5 mln t żywności, z czego 60 proc. w gospodarstwach domowych – mówi Joanna Erdman, wiceprezes ING Banku Śląskiego. Jak podkreśla, niezrównoważona konsumpcja i produkcja, która prowadzi do wyeksploatowania surowców naturalnych, to jedno z największych współczesnych wyzwań. Dostrzegł je również ONZ, uwzględniając je wśród tzw. Celów Zrównoważonego Rozwoju. – Dlatego w drugiej edycji naszego Programu Grantowego ING chcemy się skoncentrować na takich rozwiązaniach, które zapewnią zrównoważone łańcuchy dostaw, zredukują poziom generowanych odpadów czy ilość marnowanej żywności – podkreśla Erdman.

Jak zauważa ONZ, zużycie surowców naturalnych ciągle wzrasta. Jeśli – zgodnie z szacunkami – globalna populacja do 2050 roku wzrośnie do 9,6 mld ludzi, to do prowadzenia dotychczasowego stylu życia będziemy potrzebować bogactw naturalnych w ilościach odpowiadających trzykrotności zasobów planety. Przykładami są tu chociażby woda, energia czy żywność, bo każdego roku około 1/3 całej wyprodukowanej żywności – czyli 1,3 mld t pożywienia o wartości około 1 bln dol. – marnuje się w domach lub sklepach albo psuje się z powodu złego transportu. Tymczasem w globalnej skali sektor żywnościowy pochłania aż 30 proc. konsumowanej energii i odpowiada za 22 proc. całkowitej emisji gazów cieplarnianych.

– Niezrównoważona produkcja i konsumpcja stanowi jedno z poważniejszych wyzwań współczesnego świata. Głównie dlatego, że ma wymierny, szkodliwy wpływ na środowisko naturalne. Trudność polega więc na tym, żeby z jednej strony zapewnić kontynuację wzrostu gospodarczego i realizację celów związanych z rozwojem społeczno-ekonomicznym, a z drugiej – minimalizować destrukcyjny wpływ na środowisko – mówi agencji Newseria Biznes Joanna Erdman, wiceprezes zarządu ING Banku Śląskiego.

Zrównoważona produkcja i konsumpcja dąży do jak najbardziej efektywnego wykorzystywania energii i innych zasobów naturalnych. Najprościej ujmując: chodzi o to, aby produkować więcej i pobudzać wzrost gospodarczy, ale przy użyciu mniejszych środków i zmniejszając skalę degradacji środowiska naturalnego.

– Temat jest poważny i osiąga coraz większą skalę. Z danych GUS wiemy, że każdy Polak generuje średnio ok. 360 kg odpadów rocznie. Każdego roku w Polsce marnujemy też ok. 5 mln t żywności, z czego 60 proc. w gospodarstwach domowych. Jest to więc kwestia, która dotyczy każdego z nas. I każdy z nas, poprzez swoje codzienne wybory, ma wymierny wpływ na środowisko naturalne – podkreśla wiceprezes ING Banku Śląskiego.

Zrównoważona konsumpcja i produkcja to 12. z 17 Celów Zrównoważonego Rozwoju ujętych w agendzie ONZ. Stanowią one swego rodzaju mapę drogową, która do 2030 roku ma zapewnić bezpieczeństwo oraz rozwój planety i jej mieszkańców. Wokół tego tematu skupia się również druga edycja Programu Grantowego ING, który zainaugurował właśnie ING Bank Śląski.

– Chcemy się skoncentrować na takich rozwiązaniach, które zapewnią zrównoważone łańcuchy dostaw, zredukują poziom generowanych odpadów czy ilość marnowanej żywności – mówi Joanna Erdman. – Na rynku pojawia się coraz więcej takich przełomowych, innowacyjnych rozwiązań. Start-upy i młodzi naukowcy dostrzegli, że temat ekologii to nie tylko idea, ale również biznes. I to bardzo dobrze, bo oprócz tego, że mogą zrobić coś dobrego dla planety, mogą też rozwijać swój gen przedsiębiorczości. Dlatego chcemy wychwycić te rozwiązania, które – dzięki naszemu wsparciu – rozwiną skrzydła i przejdą do etapu operacjonalizacji.

Program Grantowy ING jest skierowany do start-upów i młodych naukowców, którzy mogą nadsyłać swoje zgłoszenia do 15 października br. za pośrednictwem formularza online, dostępnego na stronie www.ing.pl/programgrantowy. Znajduje się tam również regulamin i wszystkie szczegóły na temat konkursu. Na wsparcie najlepszych pomysłów wspierających zrównoważoną konsumpcję i produkcję bank przeznaczy w sumie 1 mln zł.

– Nagroda za pierwsze miejsce w konkursie wyniesie 400 tys. zł, za drugie – 300 tys. zł, a za trzecie – 150 tys. zł. I zostaje nam jeszcze pula 150 tys. zł na wyróżnienia dla tych pomysłów, które nie znalazły się na podium, ale wzbudziły bardzo duże zainteresowanie i zasługują na docenienie – mówi wiceprezes ING Banku Śląskiego.

Najlepsze pomysły wspierające zrównoważoną konsumpcję i produkcję wyłoni kapituła konkursu, złożona z przedstawicieli ING Banku Śląskiego, świata biznesu, nauki i organizacji pozarządowych. Ogłoszenie finalistów nastąpi 31 października br., a zwycięzcy zostaną wyłonieni podczas gali finałowej 1 grudnia br. Oprócz grantu na realizację swoich pomysłów młodzi naukowcy i start-upy mogą też liczyć na zdobycie nowych klientów, większą rozpoznawalność swojej innowacji czy pozyskanie inwestorów.

– Pierwsza edycja naszego Programu Grantowego przyciągnęła bardzo dużą uwagę, zgłosiło się do nas prawie 200 start-upów i naukowców. To pokazuje, że na rynku rzeczywiście pojawia się wiele ciekawych, przełomowych, innowacyjnych rozwiązań. Nie wszystkie mają jednak szansę dojść do etapu rozwinięcia biznesowego. Dlatego chcemy wspomóc tych najzdolniejszych i pomóc im zoperacjonalizować ich technologie – mówi Joanna Erdman.

W pierwszej edycji Programu Grantowego ING, rozstrzygniętej w czerwcu br., ING Bank Śląski przeznaczył już 1 mln zł na najlepsze pomysły i innowacje związane z czystą i dostępną energią, odpowiadające na wyzwania takie jak zapewnianie efektywności energetycznej, zwiększenie dostępu do odnawialnych źródeł energii czy walka z zanieczyszczeniem powietrza.

– Ten program bardzo dobrze wpisuje się w opracowaną przez nas strategię ESG i cele ogłoszone w Deklaracji Ekologicznej, które konsekwentnie realizujemy. Dla ING finansowanie inwestycji związanych z zieloną transformacją jest strategicznym kierunkiem działania. Jako bank podejmujemy szereg inicjatyw ekologicznych, które wspierają klientów w odpowiedzialnym korzystaniu z zasobów środowiska naturalnego – wspieramy transformację środowiskową i finansujemy proekologiczne inwestycje. Tworzymy również produkty wspierające działania proekologiczne zarówno dla klientów indywidualnych, jak i dla firm – podkreśla wiceprezes ING Banku Śląskiego.

W Deklaracji Ekologicznej, ogłoszonej w połowie 2021 roku, ING Bank Śląski zapowiedział m.in., że przeznaczy w sumie 5,3 mld zł na sfinansowanie odnawialnych źródeł energii i projektów proekologicznych. Ufundował też program grantowy dla start-upów i młodych naukowców z rocznym budżetem 2 mln zł, w którym najlepsze projekty są wyłaniane dwa razy do roku.

Inteligentne parkingi mogą rozwiązać problem zakorkowanych centrów miast. Coraz więcej firm i samorządów inwestuje...

Niemal jedna trzecia tzw. bezsensownego ruchu w śródmieściach jest generowana przez kierowców szukających miejsca parkingowego. Sposobem na ograniczenie tego zjawiska mogą być inteligentne parkingi. Systemy obsługujące je wskażą kierowcy wolne miejsce i pokierują go do niego. Zautomatyzowane może być także rejestrowanie aut wjeżdżających na parking oraz pobieranie opłat i rezerwowanie miejsc. W inteligentne parkingi coraz częściej inwestują władze polskich miast. Takie rozwiązania są już m.in. w Pruszkowie.

– Na inteligentnych parkingach mamy połączenie technologii zarówno sprzętowych, czyli systemów czujników, szlabanów, które odpowiednio wcześniej reagują, jak i aplikacji. To parkingi, za które możemy zapłacić w formie płatności mobilnych lub też odpowiednio wcześniej dokonać przedpłaty za rezerwację. To również software: platformy czy narzędzia, strony internetowe, aplikacje służące do tego, żeby taką usługę sobie wykupić. Możemy dać informację na temat zajętości parkingu, udostępnić klientowi płatność czy bezdotykowy wjazd – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Maciej Cichoński, hospitality director w NaviParking Polska.

W inteligentny system obsługi parkingu zainwestowała w sierpniu kielecka Galeria Echo. Klienci korzystający z parkingu nie pobierają biletów. Inteligentne czujniki rozpoznają numer rejestracyjny auta, po czym otwiera się szlaban. Jeśli klient parkuje krócej niż godzinę, to wyjedzie z parkingu dokładnie w taki sam sposób, jak wjechał. Jeśli przekroczył czas, ale zrobił zakupy, to po wprowadzeniu danych paragonu w samoobsługowym kiosku również będzie zwolniony z opłaty, w zależności od tego, na jaką kwotę i w jakiego typu punkcie zrobił zakupy.

Od sierpnia kierowcy korzystający z parkingu galerii Forum w Gdańsku mogą natomiast między innymi rezerwować miejsca postojowe na portalu Cyfrowyparking.pl, a także realizować szybkie płatności online za pośrednictwem aplikacji mobilnej NaviPay. Cyfrowa transformacja objęła szóste piętro parkingu przy galerii.

Rozwiązania inteligentnych parkingów bardzo mocno wpisują się w schematy smart mobility, ogólnie w schematy inteligentnych miast i w Polsce te trendy zaczynają się wzmacniać, dlatego że miasta również widzą koszty związane z tym, jak bardzo zakorkowane ulice przekładają się zarówno ekonomicznie, jak i na komfort życia mieszkańców. Dlatego też trend tworzenia inteligentnych parkingów jest coraz mocniejszy, a włodarze miast też próbują działać w myśl europejskich inicjatyw – podkreśla Maciej Cichoński.

Przykładem może być Pruszków. Kierowcy korzystający z parkingu Park & Ride uzyskają dostęp do informacji o zajętości miejsc postojowych w czasie rzeczywistym. Aplikacja mobilna będzie ich nawigowała bezpośrednio do wybranego miejsca.

– Jesteśmy pośrodku, dając możliwość wjazdu na parking, a jednocześnie możliwości opłacenia go w sposób mobilny. Przykładem może być nasze partnerstwo z firmą Autopay, która działając na autostradach, oferuje bezkontaktowe, szybkie płatności. To samo staramy się powtórzyć wspólnie na parkingach – dodaje hospitality director w NaviParking Polska.

Z raportu „Parkingi a transport zbiorowy w miastach”, opracowanego przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR i Polską Organizację Branży Parkingowej wynika, że poszukiwanie miejsca parkingowego jest jednym z głównych czynników generujących w centrach miast tzw. bezsensowny ruch. Wielokrotne przejazdy przez ulice podczas szukania miejsca odpowiadają nawet za 30 proc. tego zjawiska. Wprowadzenie inteligentnych rozwiązań mogłoby zdaniem ekspertów znacznie zredukować ten czynnik.

Może nawet mieszkańcy nie będą widzieli bezpośredniego przełożenia, ale to właśnie będą mniejsze korki, będzie czystsze powietrze. Jeśli będę wiedział odpowiednio wcześniej, że dany parking gdzieś tam w miejscu, do którego muszę dojechać, jest dostępny, mogę sobie zrobić rezerwację, dojadę prosto do niego, nie będę musiał kluczyć, szukając tego miejsca. Możliwe też, że dojadę do takiego parkingu np. Park & Ride, przesiądę się tam na hulajnogę, na rower. Koszt dwutlenku węgla chociażby, który ponoszę w tym momencie, stojąc w korku, zostanie zniwelowany do minimalnych wartości – podsumowuje Maciej Cichoński.

Transport wodny staje się coraz bardziej ekologiczny. To nie tylko kwestia napędów i zielonych...

Gdyńska Stocznia CRIST, która za swój pierwszy w Unii Europejskiej hybrydowy prom Elektra zdobyła w 2018 roku nagrodę Ship of the Year, niedawno zwodowała drugi tego typu statek. Spodziewa się więcej zamówień na niskoemisyjne jednostki, ponieważ regulacje związane z ograniczeniem emisyjności transportu morskiego zmuszają operatorów żeglugi do inwestowania w takie rozwiązania. Na rynku od lat sprawdza się gaz LNG, ale inną niskoemisyjną alternatywą jest też metanol. Rośnie także zainteresowanie wodorem. Ekologiczne rozwiązania na statkach dotyczą jednak nie tylko napędów.

Biura projektowe, które opracowują nowe jednostki, dążą do tego, żeby maksymalnie wykorzystywać wszystkie źródła energii, które występują na statku. Odzyskujemy ciepło ze spalania w silniku spalinowym, lepiej izolujemy statki, żeby mniej energii zużywać na ogrzewanie. Instalujemy urządzenia oczyszczające ścieki i inne zanieczyszczenia, które statek produkuje – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Mirosław Roliński, inżynier rzeczoznawca w Dziale Marketingu Stoczni CRIST w Gdyni.

Rozwój ekologicznej żeglugi wiąże się jednak przede wszystkim z wykorzystaniem alternatywnych źródeł napędu. Silniki wysokoprężne, spalające olej napędowy lub mazut, coraz częściej zastępowane są takimi, w których paliwem jest gaz LNG. Ten rodzaj napędu jest już rozwijany od ponad 20 lat. W 2020 roku, według DNV GL, na całym świecie pływało niemal 200 statków dostosowanych do spalania skroplonego gazu ziemnego. Przyszłość ekologicznej żeglugi może jednak należeć do napędu hybrydowego, elektrycznego i wodorowego lub metanolowego.

Hybryda to jednostka, która ma silniki generujące prąd, a takie elementy jak wentylatory, śruba, która napędza statek, czy windy są napędzane elektrycznie. Mamy więc silniki generujące prąd, który jest ładowany do baterii i przy okazji używany przez wszystkie urządzenia, które tego prądu potrzebują. Mamy także układy, które mierzą, badają i włączają silniki sekwencyjnie po to, żeby silnik spalinowy pracował na stałych obrotach i utrzymywał jak największą sprawność. Podobnie jak w samochodach hybrydowych utrzymujemy stałe obroty, żeby jak najbardziej ekonomicznie wykorzystać paliwo kopalne. Ale kiedy np. wchodzimy do portu, z baterii czerpiemy energię elektryczną na wszystkie operacje, które są potrzebne – tłumaczy Daniel Okruciński, zastępca dyrektora handlowego Stoczni CRIST. 

W czerwcu w porcie w Gdyni został zwodowany hybrydowy prom Altera, zamówiony w Stoczni CRIST przez Finferries, fińskiego operatora promowego. Jest przeznaczony do przewozu pojazdów i pasażerów. Na pokładzie pomieszczą się 92 samochody, trzy ciężarówki i do 370 pasażerów. Co ważne, załoga wymagana do obsługi statku to tylko trzy osoby. Prom jest wyposażony w innowacyjny system ładowania: baterie można naładować w kilka minut z lądu lub przez generatory na pokładzie. Zamontowane też zostały panele fotowoltaiczne. Prom ma rozpocząć pracę w Finlandii najpóźniej z początkiem 2023 roku. Altera to unowocześniona wersja poprzedniego promu – Elektry – która była pierwszym hybrydowym promem w UE, a drugim na świecie.

– Hybryda na statku nie różni się prawie niczym od hybrydy samochodu, przy czym baterie, które na statku są oczywiście niskonapięciowe, maja dużą pojemność i masę, muszą być chłodzone wodą. Dzieje się to zazwyczaj w pomieszczeniu, gdzie bateria jest trzymana, jest tu też odpowiednia wentylacja, klimatyzacja, więc jest to bardziej skomplikowany proces niż w zwykłym samochodzie – mówi Daniel Okruciński.

Stocznie i operatorzy na całym świecie pracują nad zastosowaniem innowacyjnych i ekologicznych paliw. Jednym z nich jest wodór. W maju br. w stoczni w Hiszpanii zwodowano Hydrotug  pierwszy na świecie holownik napędzany wodorem. W ramach unijnego projektu HySeas II także toczą się prace nad pierwszym europejskim promem morskim zasilanym ogniwami paliwowymi. Będzie mógł zabrać na pokład 120 pasażerów i 16 samochodów osobowych lub dwie ciężarówki. Z kolei jedna ze stoczni w Holandii ma wybudować pierwszy na świecie statek zasilany wodorem w postaci stałej, który jest uznawany za bezpieczniejszy niż sprężony lub w fazie ciekłej. Statek pasażerski Neo Orbis ma pływać po kanałach Amsterdamu oraz w kanale między miastem a Morzem Północnym. Testy operacyjne mają się rozpocząć w czerwcu przyszłego roku. 

– Wodór jest ciągle paliwem innowacyjnym, jeżeli chodzi o budownictwo okrętowe, bo jest dopiero wprowadzany. Może być używany w jednostkach, które pływają na krótkich dystansach, z uwagi na to, że wodór jest trudny do składowania i w miarę niebezpieczny, jeżeli chodzi o przechowywanie, transport i załadowanie na statek – mówi zastępca dyrektora handlowego Stoczni CRIST. – Inną alternatywą jest metanol. Metanol może być oczywiście zielony i szary albo brudny, jeżeli produkowany jest jako pochodna ropy naftowej. Natomiast zielony metanol to kompletnie zielone źródło energii i to także jest przyszłość. Przy czym te silniki, które byłyby napędzane metanolem, muszą też pracować na dwa paliwa. Nie możemy więc odejść całkowicie od paliw pochodnych ropy naftowej, bo zawsze są one potrzebne do tego, żeby uruchomić ten silnik i żeby podtrzymywać spalanie.

Duńskie firmy Ørsted i Esvagt pracują nad pierwszym na świecie ekologicznym statkiem serwisowym (SOV) do morskich turbin wiatrowych. SOV będzie zasilany bateriami i silnikami dwupaliwowymi, zdolnymi do pływania na odnawialnym e-metanolu, produkowanym m.in. z energii wiatrowej. Na zielony metanol postawił także operator A.P. Moller – Maersk, zamawiając niskoemisyjne kontenerowce.

Według „European Maritime Transport Environmental Report 2021” statki odpowiadają za 13,5 proc. wszystkich emisji gazów cieplarnianych z sektora transportu w UE, mniej więcej tyle samo, co lotnictwo cywilne. Od 1990 roku emisje z transportu wodnego wzrosły o 19 proc., chociaż są teraz znacznie poniżej szczytowych momentów. Przykładowo między 2005 a 2015 rokiem emisje CO2 z międzynarodowego transportu morskiego zmniejszyły się o 17 proc. Prognozy mówią jednak o wzroście o 18 proc. do 2030 roku i o 39 proc. do 2050 roku, co jest niezgodne z unijnym celem dążenia do neutralności klimatycznej. Dlatego branżę czeka duży wysiłek, by te tendencje odwrócić.

Zeroemisyjność będzie niedługo wymogiem. Mamy już doświadczenie związane z budową jednostek zeroemisyjnych, jeżeli chodzi o promy dwustronne czy typu ro-pax. Wiążemy ogromne nadzieje z nowymi technologiami, które są wprowadzane. Takich zamówień będzie coraz więcej. Jesteśmy jednak tylko elementem wykonawczym. Wykonujemy to, co klient zamówi, a projektanci zaprojektują, ale nasz wkład jest taki, że jesteśmy gotowi i mamy już doświadczenie w tym temacie – podkreśla Daniel Okruciński.

Według MarketsandMarkets światowy rynek statków z napędem elektrycznym był w 2021 roku wart niespełna 5 mld dol. Do 2030 roku obroty rynku sięgną jednak ponad 16 mld dol.

Polityka Europejskiego Zielonego Ładu może się przyczynić do wzrostu zainteresowania kompostowaniem. Zachętą będą obniżki...

Udział kompostowania w procesie przetwarzania odpadów komunalnych wzrósł w Polsce w ostatnim roku do ponad 13 proc. Założenia Europejskiego Zielonego Ładu, zmierzające do ograniczenia zużycia nawozów i pestycydów, mogą wkrótce zwiększyć zainteresowanie kompostowaniem. Rośliny uprawiane w ziemi zasilanej kompostem są lepiej odżywione i odporniejsze na choroby, szkodniki czy zmiany temperatur. Tworzenie z odpadów kuchennych kompostu jest też dobrym sposobem na ograniczenie marnowania żywności. Zachęty ekonomiczne, takie jak obniżki opłat za odbiór śmieci, mogą być argumentem dla osób inwestujących w kompostowniki.

Kompostowanie w Polsce staje się coraz bardziej popularną metodą zagospodarowania różnego typu odpadów biodegradowalnych. Wpisuje się to w ogólną politykę Unii Europejskiej dotyczącą biogospodarki, czyli wykorzystywania wszystkich źródeł składników pokarmowych, ale również zabezpieczania energetycznego środowiska przyrodniczego. Węgiel jest głównym źródłem energii, nie tylko dla nas, ale również dla środowiska glebowego czy życia roślin i mikroorganizmów. Dopływ węgla jest bardzo ważnym elementem wzrostu i rozwoju roślin. Poza tym jest to pewien wymóg również polityki Unii Europejskiej, ponieważ każdy użytkownik gleby ma dbać o węgiel organiczny – informuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. dr hab. Wojciech Stępień, pracownik Samodzielnego Zakładu Chemii Rolniczej i Środowiskowej w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Współczesne rolnictwo stało się skoncentrowane, przez co w gospodarstwach brakuje naturalnych nawozów pochodzących z upraw czy hodowli. Rozwiązaniem staje się produkcja kompostu, do której używa się wszelkiego rodzaju bioodpadów, również z gospodarstw domowych czy przetwórni. Kompost sprawia, że gleba jest żyźniejsza i wilgotniejsza, dzięki czemu rośliny są lepiej odżywione i zdrowo rosną.

Dbałość o biologię jest priorytetem. Powszechne jest wykorzystanie mikroorganizmów czy organizmów, które w glebie dzięki biomasie zwiększają swoją aktywność i pozwalają również lepiej wykorzystywać potencjał produkcyjny. Stąd kompostowanie staje się ważnym ogniwem biogospodarki. Oczywiście musimy tak przeprowadzać proces kompostowania, żeby on nie był szkodliwy dla środowiska. Głównie chodzi o czystość powietrza, ale również gleby, jeżeli wprowadzamy materię organiczną – dodaje prof. dr hab. Wojciech Stępień.

Kompostowanie może się sprawdzić zarówno w dużych, jak i małych gospodarstwach, nie tylko ekologicznych. Poza resztkami roślin pochodzącymi z ogrodu na kompost nadają się odpadki kuchenne (bez mięsa i kości), fusy z kawy i herbaty, bezzapachowe chusteczki higieniczne, niezadrukowany i pocięty papier, wytłoczki od jajek, zużyta ziemia z doniczek.

– Przykładowo w warzywniczych gospodarstwach, gdzie mamy bardzo dużo bogatych w składniki pokarmowe odpadów z marchwi, kapusty czy innych warzyw, właściwe ich zagospodarowanie poprzez kompostowanie jest jak najbardziej pożądanym, wskazanym i ważnym elementem właściwego gospodarowania składnikami pokarmowymi – mówi ekspert Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Jak wynika z poradnika Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego, kompost najlepiej przechowywać w zacienionym miejscu, w drewnianych skrzynkach lub specjalnych plastikowych termokompostownikach, które znacznie szybciej rozkładają materię organiczną. Nie można też zapominać o zapewnieniu dostępu do tlenu oraz nawadnianiu kompostu.

Do przyspieszenia procesu kompostowania wykorzystuje się dojrzały kompost lub specjalne szczepionki kompostowe zawierające bakterie tlenowe i inne mikroorganizmy glebowe. Można też wykorzystać większe organizmy, takie jak dżdżownice kalifornijskie. Ich znaczenie w użyźnianiu gleby dostrzegł już w XIX wieku Karol Darwin. Współcześnie na mniejszą skalę praca dżdżownic jest wykorzystywana w specjalnie przystosowanych kompostownikach. Produkcja wermikompostu przybrała też charakter przemysłowy. Według autorów raportu opublikowanego przez MENAFN światowy rynek tego nawozu wypracuje do 2025 roku przychody przekraczające 108 mln dol., podczas gdy w 2021 roku było to 70 mln dol.

– Są to bardzo aktywne mikroorganizmy, które dziennie przeprowadzają przez swój organizm tyle biomasy, ile ważą, czyli najczęściej 1 g. Przetwarzają materię organiczną w biohumus, który jest bardzo wartościowy. Śluz, który powstaje, jest dodatkową pożywką dla wielu mikroorganizmów, czyli jest to jak najbardziej efektywny proces – wskazuje prof. dr hab. Wojciech Stępień.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że z roku na rok rośnie udział kompostowania w procesie przetwarzania odpadów. W ubiegłym roku do kompostowania zostało w Polsce przekazanych ponad 1,8 tys. t odpadów komunalnych, co stanowi 13,3 proc. wszystkich takich odpadów. Rok wcześniej było to ponad 1,5 tys. t, co stanowiło 12 proc. wszystkich odpadów komunalnych. Zdaniem eksperta obniżenie stawek za odbiór śmieci dla osób kompostujących odpady mogłoby się przyczynić do popularyzacji inwestowania gospodarstw domowych w ten proces.

Jeżeli chcemy wdrożyć wszystkie założenia biogospodarki Zielonego Ładu, to być może dobre byłyby takie zachęty na początek, żeby się ludzie przyzwyczaili, żeby jednak zadbali pośrednio o środowisko. Nie ma innej metody jak ekonomia – podkreśla ekspert SGGW w Warszawie. – Cały problem jest we właściwym planowaniu gospodarki odpadami, jej kontroli i rozliczania. To jest problem dość złożony, jak wycenić, ile, kiedy. To powinno być szczegółowo przemyślane, znalezienie mechanizmów, jak to oceniać ilościowo, jakościowo, bo z tym jest najczęściej w Polsce problem, jeżeli spojrzymy na różnego typu aspekty związane z gospodarką różnymi materiałami odpadowymi.

Jak podkreśla ekspert, kompost jest bezpieczniejszy dla gleby niż bezpośrednie wprowadzanie do niej biomasy, a jego używanie przyczynia się do zmniejszenia wykorzystania nawozów mineralnych.

– To, co jest w kompoście, w zależności od wsadu, nie zawsze w pełni będzie zaspokajać potrzeby poszczególnych gatunków roślin. Nawozy są niezbędne, jeżeli chcemy uzyskiwać wyższe poziomy plonowania, bo system zamknięty, w jakim funkcjonujemy, pozwala na uzyskiwanie poziomu plonowania na średnim poziomie. Proces kompostowania przyspiesza pewne przemiany, które mogłyby zachodzić w glebie – mówi prof. dr hab. Wojciech Stępień. – Kompost może nie zastępuje, ale zmniejsza zużycie nawozów mineralnych, a przede wszystkim energii, bo azotu, który zabezpieczymy w kompoście, nie musimy pozyskiwać w fabryce nawozów azotowych. Czyli to racjonalizuje gospodarkę, ogranicza zużycie nawozów mineralnych i jak najbardziej w tym kierunku powinniśmy pójść.

Rozszerzona rzeczywistość usprawni pracę i szkolenie lekarzy. W przyszłości będzie wykorzystywana także w podstawowej...

Nauka postępowania z pacjentem na hologramach, wirtualne symulacje miejsca wypadku czy wskazówki dla operującego chirurga wyświetlane jako trójwymiarowy obraz w polu widzenia. Tak już teraz zaczyna wyglądać praca placówek i uczelni medycznych z wykorzystaniem rozszerzonej rzeczywistości. Eksperci przewidują, że VR i AR będą w przyszłości również stosowane w gabinetach lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, a także umożliwią badanie i diagnozowanie pacjenta na odległość. Potrzeba jednak otwartości medyków na innowacyjne rozwiązania i gotowości podmiotów leczniczych do ponoszenia nakładów inwestycyjnych.

– Rozszerzona rzeczywistość z pewnością ułatwia pracę lekarzom, ale również jest wykorzystywana w procesie edukacji lekarzy, żeby mogli ćwiczyć na hologramach czy właśnie w wirtualnej rzeczywistości, a nie na prawdziwych pacjentach. Więc wirtualna rzeczywistość jest przyszłością medycyny, ale w wielu różnych ujęciach – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje Magdalena Kulczycka, dyrektorka Związku Firm Biotechnologicznych BioForum.

Przykładowo w Szpitalu Uniwersyteckim w Cambridge w Wielkiej Brytanii studenci kierunków lekarskich i lekarze stażyści uczą się na hologramach pacjentów. Scenariusze ćwiczeń obejmują czynności, jakie w normalnych warunkach są wykonywane przy obsłudze chorego, m.in. cierpiącego na astmę. Co ważne, wykładowca ze studentem może się łączyć z dowolnego miejsca na świecie, dając mu wskazówki co do postępowania z pacjentem, jak i modyfikując odpowiedzi lub zachowania chorego.

Wirtualizacja jest wykorzystywana również na polskich uczelniach. Studenci Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej z pomocą VR uczą się właściwych reakcji w procesie ratowania życia pacjentów. Studenci podczas zajęć z ratownictwa medycznego zakładają specjalne gogle, a czynności przy wirtualnych pacjentach wykonują za pomocą wirtualnych dłoni, obsługiwanych przez kontrolery Touch. Wirtualna symulacja medyczna obejmuje szereg różnych scenariuszy, np. masowe wypadki i katastrofy, postępowanie z pacjentem z udarem mózgu, z zawałem serca i innymi problemami kardiologicznymi, tamowanie krwotoków i amputację kończyn. Oprócz wirtualnej symulacji medycznej studenci mogą korzystać także z symulatora starości, oprogramowania umożliwiającego użytkownikowi wcielenie się w rolę osoby starszej.

W Polsce to są początki zastosowania rozszerzonej rzeczywistości w medycynie. Są pojedyncze ośrodki kliniczne i akademickie, gdzie ta rzeczywistość jest wdrażana. Na Zachodzie ta technologia już od dłuższego czasu jest używana, zarówno w ośrodkach akademickich, jak i w szpitalach. Aczkolwiek polski rynek i polska technologia bardzo szybko nadążają, tylko może powszechność stosowania jest jeszcze trochę mniejsza – ocenia Magdalena Kulczycka.

Zdaniem ekspertki największą szansę na powodzenie technologia rozszerzonej rzeczywistości ma w szkoleniu i praktyce lekarskiej młodego pokolenia medyków. Chodzi przede wszystkim o większe obycie młodszych osób z nowoczesną technologią. Jak jednak wynika z raportu „Future Health Index 2021” przygotowanego przez firmę Philips, liderzy polskiej ochrony zdrowia jako największą z przeszkód we wdrażaniu nowych technologii wskazują brak doświadczenia personelu. Dlatego też wymieniają szkolenia i edukację z zakresu cyfrowych technologii jako warunek konieczny do ich wdrażania na szerszą skalę.

W przyszłości będziemy wykorzystywać rozszerzoną rzeczywistość w procesie leczenia ludzi, czy to na sali operacyjnej, czy nawet w zwykłym gabinecie internistycznym. To tylko kwestia czasu i przełamania się do tego, żeby ją wdrażać, implementować i wykorzystywać podczas codziennych wizyt lekarskich. Oczywiście na sali chirurgicznej ta technologia już ma zastosowanie. Pytanie tylko, czy do każdej operacji się nadaje – mówi dyrektorka BioForum.

W Stanach Zjednoczonych przeprowadzono już w warunkach klinicznych ponad 200 zabiegów endoprotezoplastyki stawu biodrowego i kolanowego z użyciem ARVIS, platformy nawigacji ortopedycznej wykorzystującej rozszerzoną rzeczywistość. Operator, korzystając ze specjalnych gogli, ma wyświetlane w polu operacyjnym kluczowe informacje ułatwiające prowadzenie narzędzi, dzięki czemu precyzyjnie umieszcza i ustawia implanty. ARVIS wykorzystuje informacje zbierane przez kamery śledzące i prezentuje je na wyświetlaczu 3D połączonym z głośnomówiącym interfejsem. Narzędzie zostało niedawno dopuszczone do użytku komercyjnego przez amerykańską Agencję Żywności i Leków (FDA).

Zdaniem ekspertów rozwiązania z zakresu AR sprawdzą się w przyszłości nie tylko na sali operacyjnej, ale i w gabinetach lekarskich, w procesie diagnozowania, jak również podczas teleporad.

Zastosowanie rozszerzonej rzeczywistości w diagnostyce online też jest jak najbardziej możliwe. Byłoby to związane z rozwojem technologicznym, polegającym na minimalizacji urządzenia do komunikowania się. Musi to też być połączone z rozwojem tzw. diagnostyki przyłóżkowej. Sam wywiad z pacjentem nie wystarczy, żeby go zdiagnozować na odległość. Potrzebne są jeszcze jakieś próbki, np. wyniki badań krwi czy innych płynów – wskazuje Magdalena Kulczycka.

Analitycy Market Research Future przewidują, że  rynek rozszerzonej rzeczywistości w ochronie zdrowia do 2030 roku osiągnie wartość na poziomie ponad 11,6 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu w najbliższych latach utrzyma się na poziomie ponad 28 proc.

Kosmiczne dane wymagają bezpiecznego przechowywania i przesyłania na Ziemię. Polacy tworzą innowacyjne moduły pamięci...

Gdańska firma technologiczna opracowuje moduły pamięci flash na potrzeby Europejskiej Agencji Kosmicznej. Cechują się one nie tylko dużą pojemnością i wysoką prędkością zapisu i odczytu danych, lecz także odpornością na promieniowanie i inne warunki panujące w przestrzeni kosmicznej. Dane pozyskiwane z satelitów muszą jednak być szybko i bezpiecznie przesyłane na Ziemię. W tym zastosowanie znajduje komunikacja optyczna.

 Dane zapisywane w pamięciach masowych w kosmosie są poddawane działaniu promieniowania kosmicznego, które jest w stanie zmienić pojedyncze bity zapisanych informacji w taki sposób, że ta informacja stanie się nieczytelna lub w jakiś sposób zniekształcona – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje Tadeusz Kocman, kierownik ds. rozwoju biznesu w SYDERAL Polska.

Polska firma tworzy na potrzeby Europejskiej Agencji Kosmicznej nową generację modułów pamięci masowej: Flash Memory Module (FMM), przewidzianą dla misji, w których potrzebna jest duża pojemność pamięci flash i wysoka prędkość przesyłu danych. Moduły opracowywane przez Polaków mają pojemność od 256 Gbit do 2 Tbit, a prędkość jednocześnie realizowanego zapisu i odczytu danych sięga 1 Gb/s dla każdej z tych operacji. Moduły są odporne na działanie promieniowania.

W ramach tego projektu chcielibyśmy zbudować modułową architekturę pamięci masowej, która w przyszłości będzie wykorzystana w misjach obserwacji Ziemi oraz misjach naukowych, tak aby zgromadzić tam w bezpieczny sposób dane, a później przesłać je już w większych pakietach z powrotem na Ziemię. Nasza technologia będzie miała zwiększoną prędkość zapisu oraz odczytu danych i tym będzie wyróżniać się na rynku europejskim – podkreśla Tadeusz Kocman.

Projekt w marcu br. wszedł w drugą, komercyjną fazę rozwoju, docelowo ma się zakończyć w II kwartale 2023 roku.  

Oprogramowanie systemów, z których korzystamy w kosmosie, musi być przede wszystkim niezawodne. Jeśli chodzi o misje Europejskiej Agencji Kosmicznej, musi ono ściśle spełniać wszystkie standardy ECSS, czyli Europejskiego Komitetu ds. Standaryzacji Kosmosu. Jako firma SYDERAL Polska specjalizujemy się również w tworzeniu oprogramowania na potrzeby misji kosmicznych – mówi ekspert.

Dane zbierane w przestrzeni kosmicznej muszą być również szybko i bezpiecznie przesyłane do stacji odbiorczych na Ziemi. Tu zastosowanie znajduje technologia komunikacji optycznej. Coraz częściej połączenia radiowe między satelitą a stacją naziemną są uzupełniane przez łącza optyczne. Komunikacja optyczna cechuje się dużo wyższą przepustowością, szybkością transmisji danych, mniejszą masą terminali komunikacyjnych, ale też niższymi kosztami. Jest również uznawana za bezpieczniejszą ze względu na znacząco wyższą kierunkowość sygnału niż w przypadku komunikacji radiowej. Rozwój tej formy komunikacji ma kluczowe znaczenie np. dla satelitów i przyszłych stacji księżycowych. W tym kontekście ważne jest także umożliwienie precyzyjnego pomiaru odległości pomiędzy satelitą a stacją naziemną. SYDERAL tworzy system, którego błąd pomiaru nie przekroczy 3 cm.

– Od lutego 2022 roku realizujemy projekt Laser Ranging for Optical Communication Terminals, czyli projekt, który polega na dodaniu funkcjonalności pomiaru odległości pomiędzy satelitą a optyczną stacją naziemną. Ten projekt realizujemy razem z klientem końcowym, który nasze rozwiązanie wykorzysta również w swoim modemie do komunikacji optycznej. Współtworzymy również standard CCSDS, czyli standard dotyczący komunikacji, i projektujemy, w jaki sposób ta funkcjonalność pomiaru odległości za pomocą komunikacji optycznej będzie wyglądała na całym świecie, bo w tym projekcie uczestniczą również NASA oraz ESA – wyjaśnia Tadeusz Kocman. 

Autobusy z napędem wodorowym stają się realną alternatywą dla elektryków. Coraz więcej miast testuje...

Aktualizacja 09:48

Wodór będzie w przyszłości jednym z najważniejszych paliw w transporcie, również w komunikacji publicznej. Ogniwa zasilane wodorem są bezemisyjne, zapewniają coraz większy zasięg, tankowanie pojazdu trwa kilka minut, a potrzebna do tego infrastruktura wymaga mniejszych nakładów niż do ładowania elektryków. Zwłaszcza trzy ostatnie z tych cech są doceniane szczególnie przez rynek transportu zbiorowego. Kolejne koncerny i start-upy, również w Polsce, pracują nad modelami z napędem wodorowym, a coraz więcej samorządów inwestuje w testy lub zakup autobusów wodorowych.

 Wodór ma podstawowe znaczenie w transformacji transportu publicznego, jeżeli mówimy o transporcie niskoemisyjnym. W tej chwili rozwiązaniem, które jest szeroko stosowane, są pojazdy elektryczne, czyli zasilane prądem z baterii. Natomiast pojazdy wodorowe są znakomitą alternatywą, ponieważ, po pierwsze, umożliwiają bezemisyjną eksploatację, a po drugie, dają znaczącą przewagę, dużo większą swobodę i autonomię takiego pojazdu między tankowaniami. To jest bardzo istotny aspekt, zwłaszcza dla komunikacji miejskiej lub ciężkiego transportu ciężarowego, który może poruszać się w sposób identyczny jak dzisiejsze pojazdy napędzane paliwem Diesla – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jacek Cichosz, prezes zarządu Air Products, firmy specjalizującej się w produkcji wodoru szarego i zielonego, jego magazynowaniu i dystrybucji.

Jak wynika z analizy PZPM i JMK, od stycznia do końca maja zarejestrowano w Polsce 278 nowych autobusów miejskich, co oznacza znaczne wzrosty w porównaniu z ostatnimi dwoma latami, ale spadek w porównaniu z przedpandemicznym 2019 rokiem. Eksperci zauważają, że coraz więcej w tej puli autobusów z alternatywnymi napędami (elektrycznym, gazowym i hybrydowym). Dzięki unijnym funduszom i antysmogowym strategiom miast takie ekologiczne rozwiązania stają się coraz popularniejsze wśród miejskich operatorów. Ich plany dotyczące przyszłych zakupów obejmują już także pojazdy wodorowe. W ramach I edycji programu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej „Zielony Transport Publiczny” ma zostać zakupionych 223 zielonych autobusów, w tym 71 wodorowych, a w ramach II edycji – 48 autobusów wodorowych i dwie stacje tankowania wodoru (przy 340 pojazdach z napędem elektrycznym).

Zainteresowanie pojazdami napędzanymi wodorem wzrosło bardzo dynamicznie. O ile jeszcze w zeszłym roku były to często zapytania o charakterze rozpoznawczym, teoretycznym, o tyle w tym roku mamy już do czynienia z bardzo praktycznymi i konkretnymi działaniami. To są m.in. testy pierwszego autobusu wodorowego w Jaworznie, ale to są również już formalnie uruchomione postępowania przetargowe przez przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej na zakup autobusów wodorowych oraz na budowę instalacji, które pozwalałyby zasilać wodorem te autobusy – mówi Jacek Cichosz.

Testy autobusów wodorowych w czerwcu br. prowadziły także m.in. Kraków, Wrocław i Gdynia. Zakup takich pojazdów planuje m.in. Rybnik i Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (w ramach programu ZTP), Płock i Warszawa.

– Zdecydowanie jesteśmy na początku drogi w porównaniu z krajami Europy Zachodniej. U nas to dopiero są testy, w krajach takich jak Francja, Hiszpania czy Niemcy testy były realizowane w ubiegłych dwóch latach. Podobnie jest z kwestią infrastruktury do tankowania wodoru. W tej chwili w Europie to jest ponad 200 stacji tankowania wodoru – są to albo stacje ogólnodostępne, albo dedykowane dla określonych przedsiębiorstw. U nas obecnie nie mamy jeszcze żadnej publicznej stacji tankowania wodoru – mówi prezes Air Products.

Do tankowania testowanych autobusów czy samochodów osobowych napędzanych wodorem wykorzystywane są mobilne stacje.

Wśród zalet autobusów zeroemisyjnych napędzanych wodorem najczęściej wymienia się przede wszystkim wygodę ich użytkowania. Zasięg pozwala na przejechanie 300–400 km między tankowaniami. Napełnianie zbiorników wodorem trwa natomiast tyle, ile tankowanie oleju napędowego, a nie kilka godzin, jak ma to miejsce w przypadku ogniw litowo-jonowych. Parametry jazdy nie ulegają natomiast drastycznemu pogorszeniu przy pracy w niskich temperaturach. Łatwiej też zapewnić infrastrukturę podaży paliwa.

W przypadku autobusów wodorowych dla takiego przedsiębiorstwa oznacza to konieczność postawienia jednej stacji tankowania wodoru. W przypadku autobusów elektrycznych trzeba zaprojektować całą infrastrukturę, więc często nie tylko możliwość ładowania autobusów w bazie czy zajezdni, ale również infrastrukturę na lokalnych zajezdniach, co znacząco podnosi koszt budowy takiej infrastruktury – wyjaśnia Jacek Cichosz.

Firma obsługuje najdłuższy na świecie system rurociągów wodorowych. Uruchomiła już także ponad 250 stacji tankowania wodoru w 20 krajach, a technologie firmy są wykorzystywane w ponad 1,5 mln operacji tankowania rocznie.

Technologie kwantowe zrewolucjonizują obszar cyberbezpieczeństwa. Złamanie kwantowych szyfrów będzie niemożliwe nawet dla komputerów kwantowych

Aktualizacja 11:00

Na razie globalny rynek technologii kwantowych nie jest zbyt duży, ale analitycy widzą w nim ogromny potencjał. Szczególnie w dziedzinie komunikacji i cyberbezpieczeństwa. – Jest to idealne zabezpieczenie przesyłania danych i ich szyfrowania – mówi Tadeusz Kocman z SYDERAL Polska. Technologia kwantowa może więc znaleźć zastosowanie w administracji państwowej czy medycynie jako gwarant bezpieczeństwa, bo złamanie kwantowych szyfrów będzie niemożliwe nawet dla komputerów kwantowych. Pytanie, czy z jej potencjału i mocy obliczeniowych nie zaczną korzystać również cyberprzestępcy.

– W najbliższych latach Europa i cały świat na pewno intensywnie będą rozwijać technologie kwantowe. Trzy główne nurty technologii kwantowych, które są rozwijane, to komunikacja kwantowa, komputery kwantowe, które służą do przeprowadzania obliczeń kwantowych, oraz metrologia kwantowa służąca różnego rodzaju pomiarom, np. w świecie medycyny – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Tadeusz Kocman, kierownik ds. rozwoju biznesu w SYDERAL Polska.

W komunikacji kwanty są gwarantem bezpieczeństwa szyfrowanych danych. Projekt związany z tym obszarem jest od kilku lat realizowany przez Komisję Europejską w ramach programu European Quantum Communication Infrastructure. Inicjatywa ma na celu zbudowanie bezpiecznej infrastruktury komunikacji kwantowej, która obejmie całą Unię Europejską, w tym jej terytoria zamorskie. Kraje uczestniczące w projekcie współpracują z Komisją Europejską i Europejską Agencją Kosmiczną w projektowaniu, opracowywaniu i wdrażaniu EuroQCI. Pełna funkcjonalność ma być osiągnięta do 2027 roku. W ramach prac naziemnych opracowywane są usługi dotyczące dystrybucji klucza kwantowego, będącego niezwykle bezpieczną formą szyfrowania. Do tworzenia tych kluczy potrzebny jest kontroler źródła splątania kwantowego. Nad takim kontrolerem pracuje właśnie SYDERAL Polska.

– W świecie cyberbezpieczeństwa korzystamy z rozwiązań fizyki kwantowej, czyli prawa mówiącego, że jeśli mamy splątaną parę fotonów, to odczyt jednego z nich zaburza również stan tego drugiego z pary. Prawo o nieklonowaniu fotonów również sprawia, że nie możemy podsłuchać takiego komunikatu przesłanego poprzez strumień splątanych fotonów w sposób, który nie ujawniłby, że ta wiadomość była podsłuchana. Dodatkowo idealna losowość procesów kwantowych zapewnia również idealne bezpieczeństwo – wyjaśnia ekspert z SYDERAL Polska.

Kraje uczestniczące w europejskim projekcie zaczynają też projektować i budować sieci komunikacji kwantowej. Planują też połączenia transgraniczne z innymi sieciami, które będą działać na ziemi i w kosmosie.

– Jeśli chodzi o komunikację kwantową, tutaj pierwszymi klientami będą oczywiście instytucje – mówi Tadeusz Kocman. – Z kolei jeśli chodzi o zastosowania, to możemy przede wszystkim myśleć o obszarach, gdzie wymagana jest długoterminowa tajność przesyłanych danych. To mogą być dane administracji państwowej, które są objęte tajemnicą państwową, ale mogą to być też dane medyczne. Na przykład przesłanie sekwencjonowanego kodu DNA danej osoby musi być bardzo dobrze zabezpieczone, tak aby nie trafiło w niepowołane ręce. W takim przypadku ktoś mógłby być w stanie określić prawdopodobną historię naszych chorób genetycznych w przyszłości.

Amerykańska Agencja ds. Cyberbezpieczeństwa i Bezpieczeństwa Infrastruktury (CISA) ogłosiła na początku lipca start inicjatywy Post-Quantum Cryptography mającej na celu ujednolicenie i stymulowanie wysiłków w zakresie przeciwdziałania zagrożeniom stwarzanym przez obliczenia kwantowe. Technologia ta, stanowiąca odpowiedź na najbardziej skomplikowane problemy, może być bowiem wykorzystywana również przez cyberprzestępców.

– Stosowane obecnie metody szyfrowania komunikacji opierają się na skomplikowanych działaniach matematycznych, które są trudne do przeprowadzenia dla komputerów i superkomputerów. Złamanie obecnie stosowanych szyfrów stanowiłoby poważne wyzwanie nawet dla największego superkomputera i zajęłoby setki lub tysiące lat. Natomiast komputery kwantowe będą w stanie takie problemy rozwiązywać w skali godzin i dlatego jest to niebezpieczeństwo. Pytanie, czy obecni hakerzy będą w stanie uzyskać dostęp do takiego rodzaju komputerów kwantowych. Wydaje się, że nie będzie to zbyt prawdopodobne, ponieważ wymagałoby to ogromnych nakładów pieniężnych na pozyskanie tego typu urządzeń – uważa ekspert.

National Institute of Standards and Technology, instytucja analogiczna do polskiego Głównego Urzędu Miar, wybrał pierwszą grupę algorytmów kryptograficznych, które będą stanowiły podstawę do standaryzacji kryptografii postkwantowej, czyli takiej, która będzie odporna na złamanie szyfru za pomocą komputera kwantowego. Algorytmy powstały dzięki współpracy ekspertów z wielu krajów i instytucji. Do 2024 roku standard nie będzie dostępny w użytku komercyjnym.

Według analityków MarketsandMarkets wartość rynku obliczeń kwantowych osiągnie do 2026 roku pułap niemal 1,8 mld dol. W 2021 roku była ona oceniana zaledwie na niespełna 0,5 mld dol. Eksperci Deloitte’a w raporcie dotyczącym tegorocznych trendów technologicznych jako jeden z nich wskazali erę Quantum Computing, choć jak podkreślają, jej potencjał nie zostanie zrealizowany przed końcem tej dekady. Mimo to zarówno rządy, jak i firmy oraz inwestorzy będą się przygotowywać do jej nadejścia. Deloitte przewiduje, że moc obliczeniowa komputerów kwantowych będzie się podwajać każdego roku. Do najciekawszych rynków, na których komputery kwantowe mogą w najbliższym czasie zaistnieć, analitycy firmy konsultingowej zaliczają chemię kwantową, materiałoznawstwo, komunikację kwantową, poprawę wydajności algorytmów sztucznej inteligencji czy analizę i tworzenie tekstu.

Marek Kamiński stworzył aplikację do budowania odporności psychicznej. Narzędzie pomoże też wzmacniać kompetencje potrzebne...

– Wyznaczanie celów i przejście drogi do ich osiągnięcia pozwala stać się bardziej świadomym siebie – mówi podróżnik Marek Kamiński, twórca Metody Biegun, która pomogła niepełnosprawnemu podróżnikowi Janowi Meli przezwyciężyć swoje słabości i zdobyć biegun północny. Teraz metoda ta będzie udostępniana w formie aplikacji mobilnej. Lepsze poznanie swojej psychiki ma ludziom pozwolić się obronić m.in. przed profilowaniem proponowanych im ofert. Zapotrzebowanie na tego typu rozwiązania będzie coraz większe. Rynek aplikacji o charakterze psychologicznym wzrośnie w najbliższych latach niemal pięciokrotnie.

Chcemy zdigitalizować to doświadczenie, które zdobyłem podczas wyprawy z Jaśkiem Melą, kiedy zmieniłem jego życie przez danie pozytywnej energii, motywacji i narzędzi do tego, żeby uwierzył w siebie i żeby zbudował odporność psychiczną. Te same narzędzia oddajemy w formie aplikacji, czatu, oprogramowania robota. Rozwijamy to i myślę, że to bardzo może pomóc zarówno młodzieży, jak i dorosłym w tym, żeby budować odporność psychiczną, budować wiarę w siebie i rozwiązania, które wzmacniają człowieka – mówi agencji Newseria Innowacje Marek Kamiński, podróżnik, twórca Metody Biegun.

Opracowana przez niego metoda polega na realizacji zdefiniowanych celów w pięciu krokach. Kluczowe w tym procesie są marzenia, które stanowią punkt wyjścia do postawienia celu. Następnie budowana jest mapa drogi prowadzącej do realizacji celu, w której kluczowe jest budowanie scenariuszy, obejmujących również wizualizację punktów krytycznych. Następnym etapem jest dążenie, a potem przepracowywanie sukcesów i porażek. Co ciekawe, nie osiągnięcie celu, ale wnioski wyciągane na całe życie stanowią zwieńczenie drogi. W realizacji Metody Biegun ma teraz pomóc aplikacja mobilna. Jest ona rozwijana w ramach projektu LifePlan Academy, programu motywacyjno-rozwojowego dla młodzieży w wieku 14–17 lat, której we własnym otoczeniu brakuje wsparcia do samorozwoju i dążenia do realizacji marzeń.

Aplikacja ma formę gry, której celem jest poznanie samego siebie i zbudowanie odporności psychicznej. W tej chwili już jesteśmy obecni z naszym programem w 20 krajach Afryki, w Norwegii, Wielkiej Brytanii i Polsce. Chcielibyśmy, żeby tak jak matematyka, fizyka, chemia i inne nauki o zewnętrznym świecie są podstawowymi przedmiotami w szkołach, tak samo funkcjonowała nauka o samym sobie, która też ma definicje, twierdzenia, aksjomaty. Musimy poznać swoje słabe i silne strony, to, jak funkcjonuje nasz umysł, jak budować dobre nawyki, jak się bronić, jak mieć wolną wolę – wymienia Marek Kamiński.

Jak podkreśla, ludzie powinni wiedzieć o sobie jak najwięcej, by lepiej się bronić przed zjawiskami takimi jak profilowanie treści czy reklam oparte na analizie zachowań i preferencji przez sztuczną inteligencję.

– Jeżeli algorytmy w korporacjach będą znały nas lepiej niż my sami, to stracimy wolną wolę. Chcę, żeby ta aplikacja diagnozowała nasz poziom odporności psychicznej, diagnozowała nasze cechy, kompetencje w osiąganiu celów, wzmacniała je i przez personal learning w jak najszybszy sposób budowała te kompetencje – wskazuje twórca Metody Biegun.

Aplikacja LifePlan App ma być dostępna do pobrania jeszcze w lipcu. W budowaniu wiary w siebie i realizacji założonych celów użytkownikom ma pomagać robotka NOA.

– Według mnie sztuczna inteligencja jest przedłużeniem człowieka. Ona może nas wesprzeć w rozwoju, ona też wykreuje nowe miejsca pracy. To nasze powiększanie się wiedzy powoduje też zwiększanie zapotrzebowania na różne nowe zawody, które jeszcze są nieznane. Tak samo jak nie powinniśmy obawiać się tego, że słońce wschodzi i zachodzi, chociaż jest to zmiana, tak samo nie powinniśmy się obawiać tego, że rozwój technologii wchodzi na nowy poziom i sztuczna inteligencja będzie człowieka wspomagać w życiu, rozwoju – mówi ekspert.

Na rynku aplikacji mobilnych pojawia się coraz więcej rozwiązań z zakresu terapii psychologicznej. Na początku lipca start-up Meomind udostępnił aplikację mającą przeciwdziałać wypaleniu zawodowemu u pracowników. Rozwiązanie ma dawać dostęp do sprawdzonych praktyk i sesji terapeutycznych, dzięki którym pracownicy będą mogli sobie poradzić z problemami, odbywając ćwiczenia w dowolnym czasie i miejscu. Działanie aplikacji jest oparte na uczeniu maszynowym. Według Grand View Research światowy rynek aplikacji wspierających zdrowie psychiczne był w 2021 roku wyceniany na 4,2 mld dol. i do 2030 roku będzie rósł w średniorocznym tempie na poziomie 16,5 proc. Oznacza to, że w 2030 roku przychody rynku przekroczą 19 mld dol.

O sztucznej inteligencji i jej relacjach z człowiekiem Marek Kamiński wraz z innymi ekspertami rozmawiali podczas debaty zorganizowanej w ramach jednego z czerwcowych Thursday Gathering. To coczwartkowe spotkania społeczności innowatorów, które w przestrzeniach CIC w warszawskim Varso organizuje Fundacja Venture Café Warsaw.

PGNiG szuka start-upów, które mogą zrewolucjonizować sektor energetyczny. W najlepsze inwestuje miliony złotych

 Technologie są odpowiedzią na wyzwania transformacji energetycznej. Wyskalowanie rozwiązań technologicznych w branży energetycznej wymaga jednak bardzo wysokich nakładów finansowych – podkreśla Małgorzata Piasecka, prezes PGNiG Ventures. Koncern gazowy stawia mocny akcent na działalność badawczo-rozwojową i innowacje, przeznaczając na nie co roku setki milionów złotych. Poprzez swój fundusz inwestycyjny finansuje również innowacyjne spółki z potencjałem transformacji sektora energetycznego. Wśród najbardziej perspektywicznych obszarów są m.in. szeroko rozumiana efektywność energetyczna, technologie związane z przemysłowym internetem rzeczy oraz monitorowaniem infrastruktury energetycznej.

– Poszukujemy rozwiązań, które realnie przyczynią się do rozwoju i podniesienia konkurencyjności firm z branży energetycznej. Zależy nam na tym, aby rozwiązania, w które zainwestujemy, mogły być stosowane przez spółki z Grupy Kapitałowej PGNiG, dlatego kierujemy się tym, by odpowiadały one na potrzeby organizacji – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Piasecka. – Od ponad dwóch lat funkcjonujemy w zmieniającym się dynamicznie środowisku i musimy mieć na uwadze, że potrzeby biznesowe również ewoluują. Jednocześnie dostrzegamy bardzo dynamiczny rozwój technologii, dlatego musimy być elastyczni i uwzględniać to w realizowanej strategii inwestycyjnej.

– Mamy świadomość, że istnieje wiele innowacji, ciekawych pomysłów, produktów i usług. Dlatego jako PGNiG jesteśmy otwarci na otoczenie rynkowe i partnerstwa w działalności B+R oraz innowacjach, m.in. na współpracę ze start-upami i uczelniami. W 2021 roku zaangażowaliśmy ponad 330 mln zł w projekty badawczo-rozwojowe. Razem z naszymi partnerami rozwijamy również technologie na etapie prototypów czy instalacji pilotażowych – mówi Arkadiusz Sekściński, wiceprezes ds. rozwoju w PGNiG. – Tego typu instalację stworzyliśmy m.in. wspólnie z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu, gdzie z odpadów spożywczych wytwarzany jest biometan.

Jak wskazuje Arkadiusz Sekściński, biometan, jako zdekarbonizowany gaz, może się okazać ważnym elementem transformacji energetycznej w Polsce. Perspektywicznych obszarów jest jednak więcej, inny to magazynowanie energii, którego rola będzie niezbędna w związku z transformacją gospodarki i rozwojem energetyki odnawialnej.

 W magazynowaniu, jako nośnik energii, znaczącą rolę będzie odgrywał wodór. Dlatego PGNiG od 2020 roku prowadzi Program Wodorowy, w ramach którego realizujemy np. projekty związane z wielkoskalowym magazynowaniem wodoru w kawernach solnych. Obecnie są one wykorzystywane do gromadzenia gazu ziemnego. PGNiG, będąc właścicielem ponad 20 takich kawern, chce swoją wiedzę i doświadczenie wykorzystać właśnie w magazynowaniu wodoru. Uważamy, że np. lokalizacja kawern wodorowych na Pomorzu byłaby korzystna w kontekście możliwości współpracy z farmami wiatrowymi na Bałtyku – wyjaśnia wiceprezes ds. rozwoju w PGNiG.

Grupa Kapitałowa PGNiG stawia mocny akcent na działalność B+R i innowacje, konsekwentnie przeznaczając na nią co roku setki milionów złotych. Już od kilku lat w ramach grupy działa InnVento – akcelerator dla start-upów pracujących nad nowymi rozwiązaniami dla sektora naftowego i energetycznego. Jest to inicjatywa uzupełniająca się z PGNiG Ventures – funduszem inwestującym po etapie akceleracji.

– Młode firmy, które oferują rozwiązania odpowiadające na aktualne potrzeby GK PGNiG, mogą podjąć z nami partnerską współpracę, zweryfikować swój produkt lub usługę, a w kolejnym etapie uzyskać finansowanie na dalszy rozwój – mówi Arkadiusz Sekściński. – Do tej pory fundusz PGNiG Ventures zainwestował w takie podmioty jak ICsec, producenta rozwiązań z obszaru cyberbezpieczeństwa, oraz Enelion – producenta ładowarek do samochodów elektrycznych.

Pierwsza z wymienionych spółek to polski producent systemów, które podnoszą poziom cyberbezpieczeństwa w instalacjach przemysłowych, szczególnie w infrastrukturze krytycznej. Enelion oferuje z kolei kompleksowe rozwiązania dla elektromobilności, poza ładowarkami do aut jest to także system IT do zarządzania takimi ładowarkami i obsługi płatności.

– W 2023 roku spółka wprowadzi na rynek szybką ładowarkę, a w kolejnym etapie – ładowarkę umożliwiającą wymianę energii elektrycznej pomiędzy samochodami elektrycznymi, magazynami energii i lokalną siecią elektryczną użytkownika. Jeszcze w tym roku firma zaoferuje też system do zarządzania rozproszonymi źródłami energii w domu, pełna wersja tego rozwiązania pojawi się w 2023 roku – mówi Małgorzata Piasecka.

Jedną z najnowszych inwestycji w portfolio PGNiG Ventures jest również technologiczna spółka Reliability Solutions, która oferuje rozwiązanie oparte na sztucznej inteligencji do predykcji awarii i optymalizacji procesów produkcyjnych. Jej rozwiązania są już z powodzeniem wdrażane w dużych zakładach przemysłowych.

– Zanim spółka trafiła do naszego portfela, była testowana w ramach programu pilotażowego w PGNiG Termika, oferując konkretne korzyści biznesowe, obniżając koszty i podnosząc poziom bezpieczeństwa – mówi Małgorzata Piasecka.

W należącej do spółki Elektrociepłowni Żerań wdrożono modele pozwalające przewidzieć potencjalne awarie w eksploatacji kotła gazowego.

 Jeśli chodzi o dalszy rozwój naszej technologii, będziemy m.in. rozwijać nowy produkt, który powstał właśnie we współpracy z PGNiG. Jest to RSIMS Apps, pozwalająca wdrażać predykcyjne utrzymanie ruchu w sposób łatwy i przyjemny, bez konieczności posiadania danych historycznych – wyjaśnia Piotr Lipnicki, prezes Reliability Solutions.

PGNiG Ventures inwestuje w małe i średnie przedsiębiorstwa będące w fazie rozwoju lub ekspansji, które działają na rynku nie dłużej niż siedem lat. Maksymalna wysokość finansowania, którą może otrzymać spółka, to 15 mln zł w dwóch rundach inwestycyjnych (w pierwszej od 2 do 8 mln zł).

Rozwój start-upów i wpływ innowacji na sektor energetyczny oraz najważniejsze technologie, które będą zmieniać tę branżę w perspektywie nadchodzących 10 lat, były głównymi tematami spotkania „Energia Przyszłości”, zorganizowanego przez PGNiG oraz PGNiG Ventures w ubiegłym tygodniu. Obok debat eksperckich młode, innowacyjne firmy rozwijające takie technologie miały okazję do networkingu i spotkań z ekspertami branżowymi oraz spółkami portfelowymi funduszu.

– Zależało nam, aby pokazać, jakie możliwości rozwoju daje młodym start-upom technologicznym Grupa PGNiG, a ekspertom – na jakie korzyści mogą liczyć, współpracując z tymi firmami i korzystając z opracowanych przez nie rozwiązań. Podejmując takie działania, dążymy do tego, aby spółki, w które zainwestujemy, mogły liczyć na programy pilotażowe, a w przyszłości może nawet na pełne wdrożenia w spółkach Grupy Kapitałowej PGNiG – mówi prezes PGNiG Ventures.

 

Stay connected

20,831FaniLubię
2,506ObserwującyObserwuj
0SubskrybującySubskrybuj
- Advertisement -

Latest article

W Polsce rusza program rekultywacji hałd kopalnianych. Jest w nich ukrytych nawet do 150...

Na przełomie 2022 i 2023 roku w LW Bogdanka powstanie pierwsza pilotażowa instalacja do odzysku węgla z hałd kopalnianych. To początek programu rekultywacji pogórniczych terenów, który ma umożliwić pozyskanie rocznie ok. 2 mln t pełnowartościowego węgla. Surowiec będzie mógł być wykorzystywany potem w energetyce zawodowej i ciepłownictwie. Program ma także uwolnić grunty, które Enea, właściciel lubelskiej kopalni, chce przeznaczyć pod inwestycje w OZE. Z hałd można odzyskać nie tylko węgiel, lecz także inne surowce do wykorzystania m.in. w budownictwie. – Projekt ma ogromny potencjał środowiskowy, ekonomiczny i surowcowy. W ten sposób chcemy realizować ideę budowy gospodarki obiegu zamkniętego – dodaje Paweł Majewski, prezes Grupy Enea, do której należy kopalnia. Inicjatywa została zarekomendowana przez zespół ekspertów gospodarczych ministra aktywów państwowych, wicepremiera Jacka Sasina. 

– W Polsce jest blisko 150 hałd kopalnianych. Szacujemy, że w każdej z nich znajduje się od 8 do nawet 15 proc. węgla, który można odzyskać. Zakładając, że na każdej z hałd jest co najmniej 10 mln t skały, zwałowiska z tego, co wydobywano przez lata z kopalni jako odpad, a w każdej średnio około 10 proc. węgla do odzyskania, to mówimy o ilości nawet 150 mln t węgla do odzyskania w skali kraju. Tak że potencjał rozwojowy takiego projektu jest duży, w mojej ocenie to po prostu trzeba zrobić – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Majewski.

Program Rewitalizacji i Eksploatacji Hałd Kopalnianych, który uruchomiła właśnie Grupa Enea, docelowo ma pozwolić uzyskiwać z należących do niej hałd nawet 2 mln t węgla rocznie. Grupa zainicjowała go podpisanym właśnie porozumieniem o współpracy pomiędzy należącą do niej spółką Lubelski Węgiel Bogdanka i Grupą CZH, polską firmą związaną z górnictwem, której większościowym akcjonariuszem jest Agencja Rozwoju Przemysłu.

Umowa podpisana między Grupą CZH i Lubelskim Węglem Bogdanka to dopiero początek, pilotaż projektu rewitalizacji i odzyskania węgla z hałd pogórniczych. Ta współpraca w ciągu kilku miesięcy zaowocuje ustawieniem pierwszej instalacji do odzysku węgla. Grupa CZH wnosi tu swoje know-how i kompetencje techniczne, wiedzę, jak taka instalacja powinna być zbudowana i jak powinna funkcjonować, a Bogdanka jest oczywiście właścicielem hałdy – mówi Paweł Majewski.

Pierwsza pilotażowa instalacja rozpocznie pracę w LW Bogdanka na przełomie 2022 i 2023 roku. Nie będzie kolidowała ze standardowym funkcjonowaniem składowiska i działaniem kopalni.

Ta hałda jest najtrudniejsza pod względem technologicznym, bo ona jest stroma, są osuwiska i glina. Inne są już o wiele łatwiejsze. Ale jeśli wykażemy się tutaj, to będzie potwierdzeniem, że naprawdę wiemy, co robimy – dodaje Marek Koźbiał, prezes zarządu Grupy CZH.

CZH od wielu lat rozwija kompetencje związane z zagospodarowaniem składowisk odpadów pogórniczych i dysponuje technologią modułowych instalacji, które służą do odzyskiwania z nich węgla, kruszyw i innych surowców.

– Węgiel odzyskany z takiej hałdy pogórniczej to jest zwykły, porządny węgiel, jak z normalnej, bieżącej produkcji w kopalni, on się niczym nie różni. To jest najczęściej węgiel w klasie miał, zalecany do stosowania w energetyce zawodowej i ciepłownictwie. Z racji tego, że jest drobny, raczej nie zaleca się stosowania go w indywidualnych urządzeniach grzewczych. Ale to jest wciąż pełnowartościowy węgiel, nie żaden odpad – wyjaśnia dr inż. Aleksander Sobolewski, dyrektor Instytutu Technologii Paliw i Energii w Zabrzu.

– Po pierwsze, pozbywając się węgla z tych hałd pogórniczych, sprawiamy, że to, co zostaje, jest już mniej szkodliwe dla środowiska. Po drugie, jeżeli to węgiel energetyczny, to istnieje duże ryzyko, że on prędzej czy później ulegnie samozapłonowi. Mamy już takie przypadki, gdzie olbrzymie pieniądze poszły w rekultywację, wyrosły drzewa, po korzeniach tych drzew dostało się powietrze, a więc tlen, i pod spodem nastąpił samozapłon. Bardzo trudno jest ugasić taką płonącą hałdę. Nie wspominając już o szkodach ekologicznych – mówi Marek Koźbiał.

Technologie pozwalające na odzysk węgla ze zwałowisk są znane i powszechnie stosowane. Opierają się na procesach wykorzystywanych w zakładach przeróbki mechanicznej węgla kamiennego. Instalacja, którą dysponuje CZH, zapewnia pełną linię technologiczną (od klasyfikacji, przez wzbogacanie, po odwadnianie) i może być skalowana, czyli rozbudowywana o kolejne moduły w zależności od potrzeb. Im większa, tym szybsze tempo zagospodarowania hałdy.

– Wyzwaniem będzie teraz przede wszystkim w miarę szybkie uruchomienie większej liczby takich instalacji do odzysku węgla – dodaje Paweł Majewski. – W portfelu Ministerstwa Aktywów Państwowych jest kilka spółek, które się zajmują zagospodarowaniem hałd pogórniczych i które należałoby wyposażyć w odpowiedni kapitał, żeby skala tego odzysku osiągnęła większy wymiar.

 Rekultywacja hałd kopalnianych, które były symbolem transformacji energetycznej XIX i początku XX wieku, w Europie Zachodniej została przeprowadzona na masową skalę. Niemcy, Belgowie i Francuzi mają to za sobą. U nas nigdy nie było na to pieniędzy, zawsze sypało się tę hałdę obok kopalni i mówiło: „kiedyś się nią zajmiemy”. To „kiedyś” trwa już 150 lat. Najwyższy czas, żeby w dobie gospodarki w obiegu zamkniętym wrócić do tych materiałów odpadowych, które można przywrócić społeczeństwu – mówi dyrektor Instytutu Technologii Paliw i Energii w Zabrzu.

Co istotne, węgiel nie jest jedynym surowcem, który można odzyskać z hałd kopalnianych. Przykładowo w Bogdance pozyskane zostaną też materiały mineralne, które później znajdą zastosowanie m.in. w budownictwie.

– To kruszywo do produkcji cementu – wskazuje dr inż. Aleksander Sobolewski. – Większość takich materiałów mineralnych trzeba wydobywać np. w kopalni piasku czy żwiru. Tutaj ten materiał możemy mieć niejako za darmo, a przy okazji rozwiązujemy drugi problem, czyli rozbieramy hałdę.

Grupa CZH bada też możliwości odzyskiwania z odpadów pogórniczych innych surowców, z których część ma krytyczne znaczenie dla gospodarki. Te badania prowadzi wspólnie ze środowiskiem naukowym, w tym m.in. Instytutem Technologii Paliw i Energii oraz krakowskim Uniwersytetem Rolniczym.

– Mamy pobrane próbki i zaczynamy pracować m.in. nad kaolinitem. To jest bardzo poszukiwany towar. Ten kaolinit trzeba wyseparować, ale są problemy związane z np. z tlenkiem żelaza i innymi elementami, które w tym przeszkadzają. Ale jeżeli uda się go wyselekcjonować, będziemy mieć surowiec do produkcji ceramiki, płytek, cegieł etc. Jego obecnie w Polsce nie ma, nasze zakłady ceramiczne przywoziły to spod Mariupola, a teraz szukają po całej Europie, gdzie mogą dostać tę glinę do produkcji – mówi Marek Koźbiał. – Jest też bardzo duży potencjał surowcowy pod nawóz naturalny, nawilżacz do gleby. Tutaj wciąż jesteśmy jednak na etapie badań, ale w tym kierunku idziemy.

Poza odzyskiem węgla i surowców rekultywacja hałd kopalnianych ma jeszcze jeden duży plus. W skali kraju stwarza możliwość uwolnienia łącznie ok. 11 tys. ha gruntów, które mogą być wykorzystane w celach stricte inwestycyjnych.

– Te zrekultywowane tereny planujemy wykorzystać przede wszystkim pod instalacje odnawialnych źródeł energii, czyli głównie farmy fotowoltaiczne. Wszędzie tam, gdzie będzie to oczywiście możliwe ze względów technicznych – zapowiada prezes zarządu Grupy Enea.

Coraz większy popyt na pracowników z branży IT. Firmy technologiczne stawiają na kształcenie kadr

Aktualizacja 10:45

Fachowcy z branży IT znajdują się w czołówce rankingu najbardziej poszukiwanych pracowników na rynku. Z badania ManpowerGroup wynika, że 64 proc. firm z branży cierpi na niedobór talentów w tym obszarze. Dlatego branża wysokich technologii coraz mocniej sama angażuje się w kształcenie przyszłych kadr. Firma Huawei nawiązała właśnie współpracę z Akademią WSB w Dąbrowie Górniczej, w ramach której planowane są m.in. wspólne przedsięwzięcia naukowe i badawczo-rozwojowe, tworzenie programów studiów oraz szkoleń i praktyk przygotowujących do pracy w konkretnych zawodach.

– Cyfrowe technologie są bardzo ważne w dzisiejszym kształceniu, a firmy mogą robić wiele rzeczy, żeby się w ten proces zaangażować. Mogą wspierać uczelnie, organizować stypendia i praktyki bądź warsztaty dla studentów czy różnego rodzaju prezentacje, targi, imprezy pozwalające zobaczyć, co robią firmy wysokich technologii – mówi agencji Newseria Biznes Ryszard Hordyński, dyrektor ds. strategii i komunikacji w Huawei Polska.

W całej Europie popyt na kompetencje technologiczne i informatyczne już w tej chwili mocno przewyższa podaż. Szacuje się, że w Polsce na rynku pracy brakuje ok. 50 tys. informatyków i specjalistów z branży ICT. Wraz z transformacją cyfrową – i trendami takimi jak elektromobilność, automatyzacja, sztuczna inteligencja i cyberbezpieczeństwo – ta luka kadrowa będzie się pogłębiać.

O ile szereg procesów i prac inżynierskich można już dość łatwo zautomatyzować, o tyle myślenie o nowych produktach, usługach czy działalności całych biznesów ciężko oddać sztucznej inteligencji czy nowym technologiom. Dlatego są potrzebni nowi, młodzi świadomi studenci – podkreśla Ryszard Hordyński.

Uczelnie starają się odpowiadać na to zapotrzebowanie, dostosowując kierunki kształcenia do cyfrowych realiów. Biznes, dla którego dostępność wykwalifikowanych kadr ma fundamentalne znaczenie, coraz częściej angażuje się w ten proces, inicjując m.in. współpracę ze szkołami wyższymi czy autorskie programy szkoleniowe.

– Współpraca uczelni z biznesem przynosi duże korzyści, ponieważ studenci zdobywają praktyczną wiedzę. Te nowoczesne trendy, oparte dziś m.in. na sztucznej inteligencji, robotyzacji i wirtualnej rzeczywistości, są implementowane w ramach programów kształcenia właśnie dzięki współpracy z różnymi partnerami – mówi dr hab. Marcin Lis, profesor AWSB, prorektor ds. studenckich i współpracy z otoczeniem w Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej.

W ubiegłym tygodniu uczelnia poszerzyła listę tych partnerów właśnie o firmę Huawei. 23 września br. obie strony podpisały porozumienie o współpracy w zakresie edukacji studentów. Wśród zaplanowanych działań są m.in. wspólne przedsięwzięcia naukowe i badawczo-rozwojowe oraz tematyczne konferencje i seminaria dla studentów. Huawei Polska ma także wspomagać Akademię WSB w tworzeniu programów studiów oraz szkoleń i praktyk przygotowujących do pracy w konkretnych zawodach.

– Ta współpraca będzie wielowątkowa. Obejmie m.in. definiowanie wspólnych programów kształcenia i wychodzenie z bardzo praktyczną ofertą dotyczącą sztucznej inteligencji, elektromobilności, ale i obszaru telekomunikacji, realizację wspólnych projektów badawczo-wdrożeniowych i programów dla naszych studentów. Studenci Akademii WSB będą też uczestniczyli w programie Seeds for the Future – mówi prof. Marcin Lis.

Realizowany od dziewięciu lat Seeds for the Future to globalny program edukacyjny Huawei, którego celem jest rozwijanie talentów w dziedzinie technologii ICT i przygotowanie studentów do postawienia pierwszych kroków w profesjonalnym świecie nowych technologii. Program jest skierowany do najzdolniejszych studentek i studentów z uczelni wyższych, głównie tych, którzy uczą się na kierunkach związanych z IT, inżynierią, technologiami czy matematyką. W ramach Seeds for the Future mogą wziąć udział w kilkudniowym cyklu szkoleń i warsztatów prowadzonych przez światowej klasy ekspertów i poznać m.in. trendy w rozwoju sztucznej inteligencji i inteligentnych miast, internetu rzeczy, technologii chmurowych czy zastosowań 5G.

Kolejny obszar współpracy to cykliczne konferencje, które będziemy realizowali pod patronatem Huaweia, dotyczące m.in. innowacyjności i przedsiębiorczości oraz Industry 5.0, ponieważ ta organizacja ma w tym duże doświadczenie i z doświadczeń jej ekspertów będziemy korzystali – mówi prorektor Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej.

Huawei prowadzi w całej Europie szereg programów edukacyjnych, stypendiów i szkoleń, które mają stworzyć ekosystem rozwoju talentów i kompetencji cyfrowych. W tym celu firma technologiczna współpracuje z kilkoma polskimi uczelniami.

– Z Akademią Leona Koźmińskiego wspólnie prowadzimy studia w zakresie cyberbezpieczeństwa. Z Politechniką Warszawską, gdzie działa m.in. nasze laboratorium, współpracujemy w zakresie sztucznej inteligencji. Z kolei z Politechniką Poznańską współpracujemy przy kształceniu studentów w zakresie rozwiązań sieciowych. Tak więc pomysłów jest wiele – dodaje Ryszard Hordyński.

We współpracy z uczelniami firma organizuje także program ICT Academy. Globalnie obejmuje on 2 tys. uniwersytetów, a jego celem jest wsparcie wysiłków edukacyjnych oraz przeszkolenie ponad miliona specjalistów i ekspertów ICT do 2024 roku. Huawei od lat stawia też na pogłębianie równości płciowej w dostępie do edukacji w zakresie nowych technologii, angażując się we współpracę z Fundacją Edukacyjną Perspektywy w projekcie „Dziewczyny na Politechniki!” czy też wspierając kampanię HASHWiedzaNieMaPłci organizowaną przez Fundację Sukcesu Pisanego Szminką.

W sezonie grzewczym rośnie ryzyko i liczba pożarów domów. Właściciele nieruchomości zaniedbują wymóg okresowych...

Sezon grzewczy to okres największego zagrożenia pożarowego. W ciągu kilku miesięcy ich liczba się nasila, a szkody z tego tytułu zgłaszane ubezpieczycielom są dwukrotnie częstsze niż w miesiącach letnich. – Ryzyko pożaru w sezonie grzewczym można zminimalizować dzięki regularnym przeglądom instalacji elektrycznej i przewodów kominowych. Koszt takiej usługi to około 200 zł, ale strata całego dorobku w wyniku pożaru to już kilkaset tysięcy złotych – wskazuje Monika Lis-Stawińska z Compensy. Jak podkreśla, okresowych kontroli instalacji i kominów wymaga też polskie prawo budowlane, ale w praktyce wielu właścicieli nieruchomości zaniedbuje ten wymóg, co może się okazać tragiczne w skutkach.

 Ze względu na niższe temperatury i zwiększoną eksploatację urządzeń grzewczych w okresie jesienno-zimowym często dochodzi do awarii w samych urządzeniach i instalacjach, np. przez podłączanie do nich większej liczby piecyków. Dlatego ubezpieczyciele obserwują w tym czasie większą liczbę pożarów, szczególnie w domach jednorodzinnych ogrzewanych paliwem stałym, np. węglem, drewnem czy ekogroszkiem. Ich główną przyczyną jest zazwyczaj zapalenie się sadzy w kominie, popękana instalacja kominowa albo awaria urządzeń właśnie na skutek przeciążenia instalacji – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Monika Lis-Stawińska, dyrektor zarządzająca w Departamencie Likwidacji Szkód Kompleksowych w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

Jak wynika z danych Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej, które przytacza Compensa, blisko połowa pożarów budynków mieszkalnych w Polsce jest spowodowana przeciążoną lub niesprawną instalacją albo nieprawidłową eksploatacją bądź wadami urządzeń grzewczych, przede wszystkim tych na paliwa stałe, ale również elektrycznych czy gazowych. Liczba zgłaszanych do ubezpieczycieli szkód z tego tytułu w sezonie grzewczym rośnie nawet dwukrotnie.

Obok strat materialnych pożary w budynkach mieszkalnych stanowią duże zagrożenie dla życia i zdrowia domowników, ponieważ wiele z nich jest efektem działania urządzeń grzewczych bez nadzoru, np. w porze nocnej. Ryzyko pożaru w sezonie grzewczym można zminimalizować przede wszystkim dzięki regularnym przeglądom instalacji elektrycznej i przewodów kominowych.

Nie ma bezobsługowych aut, a w samochodach regularnie dokonujemy przeglądów. Tak samo nie ma bezobsługowych domów jednorodzinnych, które służyłyby nam pozostawione same sobie przez lata. Trzeba o nie dbać przez cały rok – mówi Monika Lis-Stawińska. – Dlatego właśnie warto sprawdzić stan techniczny instalacji grzewczej przed sezonem jesienno-zimowym w trosce o bezpieczeństwo naszej rodziny i naszego mienia. Zwłaszcza że dom i to, co się w nim znajduje, jest często dorobkiem całego życia, a niektóre rzeczy, jak np. pamiątki rodzinne, mają też dla nas wartość sentymentalną.

W Polsce przepisy wręcz wymagają, aby instalacja elektryczna i przewody kominowe były poddawane okresowym kontrolom (co istotne, ten obowiązek obejmuje też instalację fotowoltaiczną). Zgodnie z art. 61 i 62 Prawa budowlanego takie przeglądy powinny się odbywać minimum co pięć lat, a obowiązek dbania o stan techniczny budynku spoczywa na jego właścicielu lub zarządcy. Jednak w praktyce wielu z nich zaniedbuje ten wymóg.

– Niestety właściciele domów jednorodzinnych często zapominają o regularnym przeprowadzaniu przeglądów. Dlatego nie mają nawet informacji o ewentualnych usterkach, np. popękanym kominie, z powodu którego może dojść do pożaru i zniszczenia całego mienia – mówi ekspertka Compensy.

Eksperci radzą, żeby dla bezpieczeństwa przeprowadzać przeglądy kominowe i kontrole instalacji nawet częściej, niż wymaga tego prawo – najlepiej przed każdym sezonem grzewczym.

– Przewody kominowe powinny być sprawdzane przynajmniej raz w roku. Wyjątkiem są tutaj nieruchomości ogrzewane paliwem stałym, np. węglem. Wtedy przeglądu powinniśmy dokonywać nawet cztery razy w roku. Natomiast nieco rzadziej, bo dwa razy w roku, należy dokonywać przeglądu w przypadku nieruchomości ogrzewanych paliwem ciekłym, np. olejem opałowym – wskazuje Monika Lis-Stawińska.

Okresowe kontrole powinien każdorazowo przeprowadzać uprawniony do tego mistrz kominiarski albo elektryk, posiadający świadectwa kwalifikacyjne i specjalistyczne urządzenia do przeprowadzania pomiarów z aktualnymi certyfikatami.

Usługa kominiarska to koszt około 200 zł, a strata całego dorobku w wyniku pożaru to może być nawet kilkaset tysięcy złotych. Najwyższa szkoda z tego tytułu, jaką likwidowaliśmy w Compensie, sięgała aż miliona złotych – mówi dyrektor zarządzająca w Departamencie Likwidacji Szkód Kompleksowych w Compensie.

Ważne również, żeby w sezonie grzewczym korzystać z urządzeń takich jak piecyki, kominki czy farelki zgodnie z zaleceniami producenta. Ich nieprawidłowa eksploatacja i lekceważenie zasad bezpieczeństwa także mogą być tragiczne w skutkach.

Przykładowo niektóre kominki bądź też wkłady kominkowe źle znoszą palenie mokrym drewnem czy deskami po budowie nasączonymi substancjami chemicznymi. Dlatego ważne, żeby do palenia w kominkach używać określonego paliwa, np. drewna z drzew liściastych – mówi Monika Lis-Stawińska.

Pożar to jedno z podstawowych ryzyk, przed którego skutkami może ochronić ubezpieczenie nieruchomości. Obejmuje ono przede wszystkim elementy konstrukcyjne domu lub mieszkania, ale jego zakres można poszerzyć o tzw. ruchomości domowe. Zaliczają się do nich m.in. sprzęty codziennego użytku czy rzeczy osobiste (a więc meble, odzież, sprzęt RTV/AGD itd.). W polisie można uwzględnić również elementy przynależące do nieruchomości, m.in. garaż, piwnicę, wyposażenie ogrodu, a nawet antenę satelitarną. W trakcie wyboru odpowiedniej ochrony trzeba pamiętać o dostosowaniu limitów i sumy ubezpieczenia do wartości mienia. Zaniżenie wartości nieruchomości w celu obniżenia składki może bowiem spowodować, że wypłacone odszkodowanie nie wystarczy na pokrycie wszystkich szkód.