World

From festivals in Florida to touring Dracula’s digs in Romania, we round up the best destinations to visit this October. As summer abandons Europe again this October, eke out the last of the rays and raves in Ibiza, where nightclubs will be going out with a bang for the winter break. When the party finally stops head to the island’s north.

Brak postów do wyświetlenia

Stay connected

20,831FaniLubię
2,506ObserwującyObserwuj
0SubskrybującySubskrybuj
- Advertisement -

Latest article

Warszawa dołącza do prestiżowego grona. Miasto wyrasta na jednego ze start-upowych liderów

Stolica Polski z każdym rokiem umacnia swoją pozycję jako ważny i prężnie rozwijający się hub dla start-upów. Na potencjał tutejszego rynku wpływają m.in. wykształcona kadra techniczna, coraz większe zainteresowanie ze strony międzynarodowych funduszy i rozwinięty ekosystem wspierania innowacji. Warszawa dołączyła właśnie do prestiżowego grona miast, które mają własną edycję przewodnika „Startup Guide”. Ma on ułatwić początkującym przedsiębiorcom, również z zagranicy, start na tutejszym rynku. – To niesamowite, że ktoś w Bostonie będzie mógł wziąć go do ręki i pomyśleć: „może warto byłoby zacząć robić coś ciekawego w Europie, właśnie w Warszawie” – mówi Aureliusz Górski, dyrektor wykonawczy Fundacji Venture Café Warsaw, współinicjator przewodnika.

 Warszawa to doskonałe miejsce dla start-upów. To szybki, dynamicznie rozwijający się ekosystem. Oferuje ogrom możliwości i wsparcia nie tylko ze strony rządu i korporacji, ale również instytucji takich jak Fundacja Venture Café, które zapewniają m.in. mentoring, warsztaty i możliwość pozyskiwania wiedzy od osób bardziej doświadczonych, aby móc rozwijać się dalej. Obok kwestii związanych z finansowaniem to jest bardzo ważne – mówi agencji Newseria Biznes Anna Weissensteiner, dyrektor generalna Startup Guide.

Polska jest liczącą się sceną start-upową. Zajmuje pierwsze miejsce w Europie Środkowo-Wschodniej pod względem liczby rund finansowania i drugie pod względem wartości inwestycji VC („Polish and CEE tech ecosystem outlook” PFR i Dealroom). Szybki rozwój rynku potwierdza też wolumen inwestycji w polskie start-upy, który w 2021 roku okazał się rekordowy i sięgnął 3,6 mld zł. To oznacza, że rodzime spółki zebrały w ubiegłym roku więcej kapitału niż łącznie przez cały 2019 i 2020 rok. Polska doczekała się także pierwszego tzw. jednorożca (start-upu technologicznego o wycenie przekraczającej 1 mld dol.), którym została platforma rezerwacyjna usług medycznych DocPlanner.

Z raportu przygotowanego przez Dealroom i Polski Fundusz Rozwoju wynika, że w ostatnich latach na polskim rynku rośnie nie tylko liczba młodych, innowacyjnych spółek, ale i aktywność międzynarodowych funduszy, które coraz częściej decydują się inwestować w rozwijające się przedsięwzięcia na wczesnym etapie rozwoju.

Według ekspertów na wysoki potencjał polskiego rynku wpływa m.in. wykształcona kadra techniczna. Polska weszła już do światowej czołówki pod względem liczby i kwalifikacji programistów, wyprzedzając m.in. Szwajcarię, Japonię, Tajwan czy Francję. Przekłada się to na fakt, że w porównaniu do całej Unii Europejskiej na polskim rynku jest znacznie większa koncentracja firm i start-upów tworzących komercyjne oprogramowanie. Kolejny plus to rozwinięty ekosytem wspierania innowacji, którego centralnym punktem jest Warszawa i Mazowsze. To właśnie tu skoncentrowana jest około 1/3 spośród ok. 2,9 tys. polskich start-upów (dane PFR i Startup Poland).

Warszawa jest na dobrej drodze, żeby stać się jednym z najważniejszych miast dla przedsiębiorców i innowatorów. Zadomowiły się tutaj wielkie potęgi technologiczne jak Google czy Microsoft. To miasto czeka świetlana przyszłość, może tu powstać międzynarodowy ekosystem start-upowy – mówi Anna Weissensteiner. – To miasto ma niesamowitego ducha przedsiębiorczości, a ludzie mają ogromną motywację, żeby budować coś nowego.

Centralną rolę Warszawy w polskim ekosystemie start-upowym potwierdza m.in. obecność założonego w 2015 roku Google for Startups, który w zrewitalizowanej wytwórni wódek Koneser w Warszawie otworzył swój kampus – miejsce dla początkujących przedsiębiorców, które ma im ułatwić rynkowy start. Tylko w ciągu pierwszych pięciu lat dołączyło do niego 1,8 tys. start-upów z Europy Środkowo-Wschodniej, przy czym zdecydowana większość (1,2 tys.) z Polski. Ważnym punktem na start-upowej mapie stolicy jest też działająca od trzech lat Fundacja Venture Café. To część globalnej sieci utworzonej przez Kampus Innowacji – Cambridge Innovation Center (CIC), która ma swoje centra także w innych miastach na całym świecie, jak np. Boston, Miami, Rotterdam, Tokio czy Sydney.

Flagowym przedsięwzięciem Fundacji Venture Café jest cotygodniowy event networkingowy dla innowatorów – Thursday Gathering. Jego celem jest łączenie lokalnej społeczności start-upów, przedsiębiorców, naukowców, inwestorów etc. oraz umożliwienie im wymiany doświadczeń, pomysłów i nawiązania kontaktów. Wydarzenie odbywa się co czwartek o 17:00 w Varso Place przy ul. Chmielnej 73. W ubiegłym roku w ramach Thursday Gathering odbyło się 45 spotkań i blisko 350 sesji tematycznych prowadzonych przez ekspertów.

– Takie inicjatywy są dla start-upów nie do przecenienia, bo pomagają nawiązywać niezbędne relacje. W tej branży kluczowe jest to, kogo znamy, z kim nawiążemy kontakt, od kogo się uczymy i kto może nam pomóc. Po dwóch latach pandemii i lockdownów szczególnie ważne są takie miejsca, gdzie ludzie mogą się spotkać, wymieniać pomysłami i wiedzą – mówi dyrektor generalna Startup Guide.

W nadchodzącym roku Fundacja Venture Café zamierza się skupić na budowaniu międzynarodowej współpracy i platformy pomiędzy Warszawą oraz innymi miastami, w których prężnie działają społeczności start-upowe. Narzędziem, które ma w tym pomóc, jest „Startup Guide Warsaw” – przewodnik po warszawskim ekosystemie innowacji.

– Przewodnik „Startup Guide” zawiera podstawowe informacje na temat Warszawy jako miasta dla start-upów. W zamyśle przypomina przewodnik Lonely Planet dla przedsiębiorców – wyjaśnia Anna Weissensteiner. – Zawiera m.in. podstawowe porady dotyczące tego, gdzie można nawiązać kontakty, jakie przestrzenie coworkingowe są tu dostępne, jakie programy są organizowane, jakich inwestorów można tu spotkać i co jest potrzebne, żeby uzyskać wsparcie.

Startup Guide przygotowuje przewodniki o lokalnych ekosystemach start-upowych w różnych miastach i krajach. Jak dotąd powstało już 40 takich publikacji dotyczących miast w Europie, Ameryce Północnej, Azji i na Bliskim Wschodzie. Warszawa dołączyła do tego prestiżowego grona po trzech latach starań.

W zamyśle „Startup Guide Warsaw” ma ułatwić początkującym przedsiębiorcom – również z zagranicy – start na tutejszym rynku. Każdego roku Polskę odwiedza bowiem ok. 80 mln ludzi, z których nawet 20 proc. może być zainteresowanych współpracą w obszarze innowacji – wynika z „Impact Report 2021”, wydanego w tym roku przez Fundację Venture Café.

Ten przewodnik jest sprzedawany przez internet i dostępny w ok. 120 najlepszych księgarniach na całym świecie. To niesamowite, że ktoś odwiedzający Boston będzie mógł wziąć go do ręki i pomyśleć: „o fajnie, może warto byłoby zacząć robić coś ciekawego w Europie, właśnie w Warszawie”. Ta publikacja ma zwiększać świadomość, pokazać, że działa tu ekosystem, na który warto zwracać uwagę – mówi Aureliusz Górski, dyrektor wykonawczy Venture Café Warsaw.

Oprócz informacji dotyczących funduszy, inwestorów, przestrzeni coworkingowych czy programów akceleracyjnych w warszawskiej edycji przewodnika „Startup Guide” można znaleźć też przykłady wyróżniających się, innowacyjnych spółek oraz dowiedzieć się, jak wyglądały ich początki i droga do sukcesu.

– Można będzie się zapoznać z niemałą liczbą inspirujących historii. Przewodnik zawiera rozmowy z lokalnymi przedsiębiorcami, którzy dzielą się swoim doświadczeniem i mówią o wyzwaniach, które musieli pokonać – mówi Anna Weissensteiner. – Startup Guide” ma na celu zachęcanie ludzi do tworzenia własnych biznesów, rozpoczynania działalności i czerpania inspiracji od tych, którzy już osiągnęli w Warszawie sukces.

„Startup Guide Warsaw” powstał przy wsparciu Visy, Google for Startups, PFR, Santander Bank Polska, InnoEnergy i Miasta Stołecznego Warszawy. Przewodnik jest dostępny zarówno w wersji drukowanej, jak i cyfrowej.

Coraz bliżej pojawienia się w pełni autonomicznych aut na drogach. Sztuczna inteligencja już teraz...

– Sam system jazdy autonomicznej od strony technologicznej będzie gotowy pewnie w perspektywie najbliższych dwóch lat – prognozuje dr Maciej Kawecki, Digital EU Ambassador i prezes Instytutu Lema. Znacznie dłużej zajmie nam jednak dopuszczenie autonomii pod względem legislacyjnym. Już dziś jednak sztuczna inteligencja, której rozwój jest warunkiem wprowadzenia pojazdów autonomicznych, znajduje w motoryzacji coraz więcej zastosowań. Pomaga m.in. monitorować poziom zmęczenia kierowcy i zapobiegać rozproszeniu jego uwagi, które może skutkować wypadkiem na drodze. Aplikacja stworzona w tym celu przez licealistę z Polski została niedawno wyróżniona w globalnym konkursie AI Global Impact Festival, organizowanym przez Intela.

Obok nadmiernej prędkości, spożycia alkoholu i nieprawidłowych manewrów zmęczenie i rozproszenie uwagi kierowcy jest częstą przyczyną kolizji na drodze. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w ubiegłym roku zmęczenie albo zaśnięcie za kierownicą doprowadziło w Polsce do 538 wypadków, w których zginęły 92 osoby, a 745 zostało rannych. Skalę tego problemu pomagają ograniczyć sztuczna inteligencja i algorytmy machine learningu.

– Podczas wielogodzinnej jazdy, kiedy jesteśmy przemęczeni, powoli zamykają nam się powieki, zapominamy, że jesteśmy na drodze i możemy spowodować wypadek. Mój program podejmuje ten problem, jakim jest zmęczenie, wykrywa też, w jak dużym stresie żyjemy – mówi agencji Newseria Biznes Maksymilian Paczyński, laureat w globalnym konkursie Intela dotyczącym sztucznej inteligencji.

Kamery i czujniki monitorujące kierowcę, zainstalowane w kabinie samochodu, pozwalają na interwencję w przypadku, kiedy nie reaguje on na sygnały ostrzegawcze, a jego zachowanie za kierownicą zwiększa ryzyko wypadku. Taką właśnie aplikację monitorującą zachowanie kierowcy stworzył 18-letni licealista Maksymilian Paczyński, czym zapewnił sobie wyróżnienie w globalnym konkursie Intel AI Global Impact Festival, który koncentruje się wokół zastosowań sztucznej inteligencji. Aplikacja analizuje twarz kierowcy w czasie rzeczywistym, aby rozpoznać podstawowe znaki zmęczenia: długie zamknięcie oczu, ziewanie bądź przechylanie głowy.

Mój program rozpoczyna działanie od pobrania rzeczywistego obrazu z kamery zamontowanej w pojeździe. Następnie, za pomocą algorytmów uczenia  maszynowego, w tym np. sieci neuronowych, które przypominają procesy zachodzące w ludzkim mózgu, rozpoznaje tzw. fazę mikrosnu. To pierwsza faza snu kierowcy, w której traci on tzw. focus powierzchni płaskiej, wchodzi w stan zmęczenia i zaczyna odpływać od tego, co się dzieje na ulicy – wyjaśnia Maksymilian Paczyński, który był gościem debaty w ramach Volvo Talks Live.

Takie systemy wykrywające zmęczenie bądź rozproszenie uwagi kierowcy od kilku lat rozwija w swoich samochodach Volvo.

Dla Volvo bezpieczeństwo jest wszystkim. Kilka lat temu stwierdziliśmy, że najważniejszym elementem, który w tym celu trzeba koniecznie poprawić, jest elektronika. Samochód będzie najbezpieczniejszy nie wtedy, kiedy zrobimy grubszą blachę, ale wtedy, kiedy znacząco zmniejszy prędkość przed kolizją, a najlepiej jeśli w ogóle uniknie zderzenia. Właśnie temu służy technologia, czujniki, kamery i radary LIDAR. To wymaga ogromnego rozwoju technologii ujętej całościowo, bo nie chodzi tylko o to, żeby samochód coś widział wokół siebie, ale żeby potem ogromna ilość danych trafiała do komputerów. Nad tym musi czuwać sztuczna inteligencja, która uczy się tych danych, uczy się scenariuszy drogowych i potrafi coraz lepiej reagować, żeby ten samochód był coraz bezpieczniejszy – mówi Stanisław Dojs, rzecznik prasowy Volvo Car Poland.

– Sztuczna inteligencja jest m.in. częścią systemu City Safety, który służy do rozpoznawania obiektów na drodze. Już teraz nasze samochody są w stanie wykrywać ludzi, rowerzystów, duże zwierzęta czy inne samochody i podejmować działanie, aby zapobiec kolizji. Mamy też system Pilot Assist, który jest w stanie określić, gdzie znajduje się nasz pas jezdni, trzymać się tego pasa, utrzymywać odpowiedni odstęp od samochodu jadącego przed nami. Jest w stanie hamować, przyspieszać, skręcać – wymienia Wojciech Nowak, product manager Volvo.

W przyszłości wykorzystanie sztucznej inteligencji będzie o wiele szersze, ponieważ to ona umożliwi nam przejście do etapu jazdy autonomicznej.

Z pewną dozą autonomii w samochodach mamy do czynienia już w tej chwili. Jednak abyśmy mogli mówić o w pełni autonomicznej jeździe, muszą zostać spełnione trzy warunki – mówi dr Maciej Kawecki, Digital EU Ambassador, prezes Instytutu Lema i prorektor ds. innowacji Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie. – Pierwszy to sam system autonomii, czyli algorytmy, które muszą mieć bardzo dobrze zmapowaną daną przestrzeń, miasto i każdą ulicę. Przede wszystkim sama sieć neuronowa musi być niezwykle sprawna. To jest ten komponent, który będzie gotowy najszybciej, bo korporacje motoryzacyjne mają już gotowe sieci neuronowe.

Jak wskazuje, drugim warunkiem koniecznym do rozwoju w pełni autonomicznych pojazdów jest upowszechnienie sieci 5G, która pozwoli na szybką i niezakłóconą komunikację pomiędzy czujnikami, systemem i pojazdem. Kolejną ważną barierą w rozwoju autonomicznego transportu wciąż jest też brak odpowiednich regulacji, które pozwoliłyby bezpiecznie dopuścić takie pojazdy do ruchu drogowego.

Legislacja – czyli nałożenie na to wszystko ram prawnych, określenie zasad odpowiedzialności, zasad związanych z tworzeniem algorytmów, prototypów – zajmie najwięcej czasu. Dlatego w mojej ocenie sam system jazdy autonomicznej będzie gotowy pewnie w perspektywie najbliższych dwóch lat. W tym czasie korporacje będą gotowe do oferowania nam tego typu usług od strony technologicznej. Natomiast z punktu widzenia legislacji upowszechnienie się tej technologii będzie możliwe pewnie nie wcześniej niż za około osiem lat – prognozuje dr Maciej Kawecki.

– W przypadku autonomicznej jazdy odpowiedzialność będzie spoczywać nie na użytkowniku samochodu, ale na jego producencie. Dlatego musimy być całkowicie pewni, że takie rozwiązania są bezpieczne – dodaje Wojciech Nowak. 

W pełni autonomiczne pojazdy to kierunek, na który Volvo kładzie mocny nacisk w swojej strategii. Marka już kilka lat temu uruchomiła w szwedzkim mieście Göteborg pilotażowy projekt, w ramach którego 100 autonomicznych samochodów korzysta z dróg publicznych w codziennych warunkach. W przyszłości systemy jazdy autonomicznej mają być obok elektryfikacji głównym kierunkiem rozwoju samochodów Volvo.

Już w tym roku pokażemy nową platformę technologiczną Volvo, która będzie skupiała się wokół nowych czujników, w tym czujnika LIDAR zamontowanego na dachu naszego samochodu. Jednak aby przetworzyć tę ogromną ilość informacji, gromadzonych przez wszystkie kamery, radary, czujniki i LIDAR, będziemy potrzebowali bardzo mocnych procesorów, które dostarczy NVIDIA, wiodący producent kart graficznych, oraz odpowiednich algorytmów i sztucznej inteligencji, która będzie decydować, w jaki sposób samochód ma się poruszać na drogach. Przyszłość Volvo będzie zelektryfikowana i będzie też wprowadzona jazda w pełni autonomiczna – zapowiada product manager marki.

Jak podkreśla, w ciągu kolejnych trzech lat sprzedaż samochodów elektrycznych ma stanowić połowę całkowitej sprzedaży marki, a do 2030 roku – już 100 proc.

Banki szukają nowych zastosowań dla technologii blockchain. W przyszłości na jej bazie mógłby powstać...

Prace nad wykorzystaniem technologii blockchain w sektorze finansowym trwają już od kilku lat. Ocenia się, że w przyszłości na jej bazie powstanie zupełnie nowy system płatniczy. Na razie jednak ma ona zastosowanie głównie w obszarze bezpiecznej wymiany informacji, cyfrowych płatności i kryptowalut. Nad nowymi rozwiązaniami bazującymi na tej technologii pracują jednak zarówno start-upy, fintechy, jak i globalne korporacje oraz duże banki. – Technologia blockchain pozwala nam archiwizować i udostępniać dokumenty na trwałym nośniku. Obserwujemy również nowe trendy związane z jej innymi zastosowaniami, np. tokenizacją aktywów czy stablecoin – mówi Karol Szymański, ekspert PKO Banku Polskiego.

– Polski sektor bankowy jest bardzo zaawansowany technologicznie. Wiele banków eksperymentuje w tej chwili z technologią blockchain. Przykładem tego jest nasz flagowy projekt trwałego nośnika. Aktualnie jest to najszersze zastosowanie tej technologii w Polsce i dotyczy w zasadzie każdego naszego klienta. Dzięki tej implementacji oszczędziliśmy już prawie 35 mln zł, wysyłając klientom ponad 30 mln dokumentów opartych na blockchainie – mówi Karol Szymański, blockchain product owner w PKO Banku Polskim.

Banki i inne instytucje finansowe każdego roku przekazują klientom setki milionów dokumentów. To m.in. formularze informacyjne dotyczące kredytów czy umowy zawierane drogą elektroniczną, informacje o zmianach w regulaminie albo tabeli opłat i prowizji. Przepisy wymagają jednak, aby takie dokumenty były przekazywane klientom właśnie na tzw. trwałym nośniku – w przeciwnym razie bankom grożą wielomilionowe kary UOKiK-u.

Zgodnie z definicją tzw. trwały nośnik musi pozwolić klientowi na przechowywanie kierowanych do niego informacji w sposób, który umożliwi do nich dostęp w przyszłości w niezmienionej formie i wykluczy ingerencję w ich treść. To ważne, ponieważ niektóre umowy łączące klientów z bankami wygasają dopiero po wielu latach.

Według stanowiska UOKiK wymogów tzw. trwałego nośnika nie spełnia skrzynka odbiorcza w bankowości elektronicznej, ponieważ znajduje się ona pod wyłączną kontrolą banku i klienci nie mają gwarancji, że treść kierowanych do nich wiadomości nie zostanie usunięta albo jednostronnie zmieniona. Trwałym nośnikiem jest za to papier albo płyta CD/DVD. W czasach elektronicznej dokumentacji trudno sobie jednak wyobrazić, aby banki każdego roku wysyłały klientom, a potem archiwizowały, setki milionów dokumentów w papierowej formie. Dlatego – aby spełnić wymogi regulacyjne dotyczące tzw. trwałego nośnika – polskie banki wdrożyły rozwiązania oparte właśnie na technologii blockchain. Pionierskim i jednym z najszerszych tego typu wdrożeń był właśnie projekt PKO Banku Polskiego.

– Technologia blockchain pomogła nam we wdrożeniu trwałego nośnika i spełnieniu wymogów regulacyjnych, które zostały narzucone m.in. przez UOKiK. Dzięki temu możemy potwierdzić regulatorowi, że dokumenty, które wysyłamy klientom, nie zostaną w żaden sposób zmienione po ich dostarczeniu – mówi ekspert PKO Banku Polskiego.

Blockchain to technologia, która po raz pierwszy została wykorzystana w kryptowalutach. Jest uważana za najbezpieczniejszą obecnie metodę zapisu i przechowywania informacji. W uproszczeniu jest to rozproszona, zdecentralizowana baza danych oparta na algorytmach i kryptografii. Jej podstawowym elementem jest blok danych, który zawiera pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych operacjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch (stąd nazwa: łańcuch bloków). Informacji zapisanych w tej technologii nie da się sfałszować ani zmodyfikować bez autoryzacji (wszystkie wprowadzane zmiany są widoczne dla pozostałych użytkowników), a cały system jest też odporny na cyberataki.

Te zalety sprawiły, że blockchainem szybko zainteresował się system bankowy, który komercyjnie wdrożył tę technologię właśnie na potrzeby tzw. trwałego nośnika. Jej potencjał jest jednak dużo większy.

– Technologia blockchain pozwala nam archiwizować i udostępniać dokumenty na trwałym nośniku. Obserwujemy również nowe trendy związane z jej innymi zastosowaniami, np. tokenizacją aktywów czy stablecoin (kryptowaluta powiązana z wartością realnego dobra w obrocie, odporna na duże wahania kursu – przyp. red.), co pozwoli nam ulepszyć nasze dotychczasowe produkty – mówi Karol Szymański.

Jak na razie blockchain ma zastosowanie głównie w obszarze bezpiecznej wymiany informacji, cyfrowych płatności i kryptowalut. Nad nowymi rozwiązaniami bazującymi na tej technologii pracują jednak zarówno start-upy, fintechy, jak i globalne korporacje. Ocenia się, że w przyszłości blockchain ma szansę zrewolucjonizować usługi finansowe, a na jego bazie może nawet powstać całkiem nowy system płatniczy.

– Technologia blockchain umożliwia decentralizację szeroko rozumianego obszaru finansów – mówi ekspert PKO Banku Polskiego. – W tym momencie trudno jednak przewidzieć, jak dokładnie może przebiegać ten proces. Mam jednak nadzieję, że zarówno ten tradycyjny świat finansów, jak i nowy, oparty na blockchainie znajdą pewną synergię. To pozwoli klientom czerpać większe korzyści z usług – zarówno naszych, jak i nowych firm, które pojawią się na tym rynku.

Według danych, które przytacza Statista, w ostatnich latach blockchain stał się już osobnym, prężnie rosnącym rynkiem, a do 2025 roku globalna wartość rozwiązań opartych na tej technologii może sięgnąć 39,7 mld dol. Za ok. 30 proc. tej wartości mają odpowiadać banki, które w blockchaina inwestują najwięcej.

– Technologia blockchain jest bardzo zdemokratyzowana i nastawiona na brak jednej, scentralizowanej organizacji, która kontroluje np. przepływy finansowe. Wyzwanie stanowią sytuacje, które wymagają kooperacji kilku różnych organizacji, nawet nie zawsze stricte finansowych. Dlatego powinniśmy usiąść razem do tego stołu i wypracować pewne synergie. Od dłuższego czasu koordynujemy prace grup roboczych np. w ramach Koalicji na rzecz Polskich Innowacji, po to żeby razem z innymi bankami i instytucjami, nie zawsze z sektora finansowego, szukać łączących nasz wspólny interes rozwiązań – podkreśla Karol Szymański.

Ekspert mówił na temat ewolucji projektów PKO Banku Polskiego w obszarze blockchainu podczas workshopu w ramach wydarzenia Thursday Gathering. To spotkania społeczności innowatorów, naukowców, start-upów, ekspertów, inwestorów i studentów, które są dobrą okazją do wymiany wiedzy, doświadczeń i omówienia najważniejszych trendów rynkowych. Organizatorem coczwartkowych eventów jest Fundacja Venture Café Warsaw i jej partnerzy.