Strona główna Autorzy Posty przez Redaktor

Redaktor

846 POSTY 0 KOMENTARZE

Stay connected

20,831FaniLubię
2,506ObserwującyObserwuj
0SubskrybującySubskrybuj
- Advertisement -

Latest article

Coraz więcej firm płaci okup cyberprzestępcom i to coraz wyższe kwoty. W konsekwencji mogą...

Rośnie liczba ataków ransomware, czyli blokad, których celem jest wymuszenie okupu. Wraz z nią rośnie także wysokość kwot płaconych hakerom za odblokowanie danych i zasobów. Choć eksperci ds. bezpieczeństwa odradzają wpłacanie pieniędzy cyberprzestępcom, to na taki ruch decyduje się już niemal co druga zaatakowana organizacja. W ciągu ostatniego roku podwoił się udział okupów, których wartość przekroczyła milion dolarów. Już co dziewiąta wpłata opiewa na takie kwoty.

Nie powinniśmy płacić hakerom okupów, ale zaznaczam, że to moja prywatna opinia. Rozumiem, że jest to bardzo trudne, bo wszystkie procesy są zatrzymane, cała firma stoi, ale mimo to uważam, że płacenie terrorystom to nie najlepszy pomysł. Te pieniądze będą wykorzystane do finansowania działalności przestępczej – mówi agencji Newseria Innowacje Javier Carriazo z Milagro Digital Risk Intelligence.

Analitycy Sophos informują w raporcie „State of Ransomware 2022”, że w ubiegłym roku 66 proc. badanych firm na świecie zostało zaatakowanych przy użyciu oprogramowania ransomware. W 2020 roku odsetek ten wynosił 37 proc. Z tej grupy zaatakowanych firm i instytucji 46 proc. zapłaciło przestępcom okup. Co więcej, jedna czwarta organizacji, którym udało się przywrócić dane, nadal gotowa była zapłacić okup.

Dzieje się to często. Dużo częściej niż w przeszłości. Wiele firm tak robi, bo to najprostszy sposób wyjścia z kłopotów. Problem w tym, że płacąc, mówimy hakerom, że jesteśmy gotowi przekazywać im pieniądze. Możemy się więc spodziewać drugiego i trzeciego ataku. Mimo to przedsiębiorstwa, szczególnie te małe, coraz częściej decydują się zapłacić okup – mówi Javier Carriazo.

Również badane przez VECTO polskie firmy w większości wskazały, że byłyby skłonne zapłacić okup za odzyskanie zaszyfrowanych lub skradzionych danych (60 proc.). Często bowiem straty wynikające z opóźnienia procesów czy odbudowy infrastruktury i baz danych często przewyższają wartość oczekiwanego przez cyberprzestępców okupu. Analitycy Sophos obliczyli, że średni koszt przywrócenia zasobów firmy do stanu sprzed ataku to 1,4 mln dol., a czas potrzebny na ten proces to średnio jeden miesiąc. Na skutek takiego przestoju firmy często musiały wstrzymać działalność, tracąc przy tym przychody, a czasami także były zmuszone ją zamknąć.

Przestępcy żądają coraz wyższych kwot okupu. Z tegorocznego raportu BrightCloud Threat Report wynika, że jeszcze w 2018 roku było to 6,7 tys. dol., rok później już 84,1 tys. W 2020 roku firmy płaciły cyberprzestępcom średnio 154,1 tys., a w ubiegłym roku kwota ta wzrosła ponaddwukrotnie i przekroczyła 322 tys. dol. Statystyki przytaczane przez Sophos są jeszcze bardziej alarmujące. Wynika z nich, że średni okup płacony przez organizacje wyniósł w ubiegłym roku prawie 812,4 tys. dol. Co dziewiąta firma wskazała, że zapłaciła ponad 1 mln dol. (w 2020 roku co 25. firma). Z kolei odsetek organizacji, które zapłaciły mniej niż 10 tys. dol., spadł z 34 proc. w 2020 roku do 21 proc. w 2021 roku.

Przykłady można mnożyć. W 2021 roku w ataku na Colonial Pipeline okup wyniósł 4,4 mln dol. Z kolei amerykańskie zakłady przetwórstwa mięsnego JBS z USA zapłaciły przestępcom 11 mln dol. Na celowniku cyberprzestępców są też Polacy, m.in. administracja. W marcu ubiegłego roku ofiarą ataku ransomware padło starostwo powiatowe w Oświęcimiu. Usuwanie skutków pochłonęło ponad 600 tys. zł, a i tak nie udało się przywrócić wszystkich skradzionych danych.

Główny typ ataku hakerskiego nazywamy inżynierią społeczną. Polega to na próbach oszukania ludzi w taki sposób, by zrobili coś, czego w zwykłych okolicznościach nie chcieliby zrobić – dodaje ekspert Milagro Digital Risk Intelligence. – Wielu sytuacji można by uniknąć, gdybyśmy byli bardziej świadomi. Musimy znać siebie, wiedzieć, kim jesteśmy, jak zwykle reagujemy. To najlepszy sposób obrony przed atakami wykorzystującymi inżynierię społeczną. Korzystanie z rozwiązań informatycznych też oczywiście ma sens.

Problem jednak w tym, że wielokrotnie narzędzia walki z cyberprzestępcami polegają wyłącznie na zabezpieczeniu infrastruktury, baz danych czy serwerów, z pominięciem faktu, że czynnik ludzki może być krytyczny. Mowa tu nie tylko o atakach polegających na wymuszaniu okupu.

– Ponad 90 proc. wszystkich ataków hakerskich zaczyna się od czynnika ludzkiego, na przykład w postaci maila phishingowego. Jeśli więc skupimy się tylko na ochronie komputerów, to nie dostrzegamy pełnego obrazu – mówi Javier Carriazo.

Globalny biznes wyda w tym roku 1,8 bln dol. na cyfrową transformację. Chmura jednym...

Globalne wydatki na cyfrową transformację biznesu wzrosną w tym roku o 17,6 proc., do 1,8 bln dol. – wynika z raportu IDC. W kolejnych czterech latach tempo wzrostu będzie tylko nieznacznie niższe. – Pandemia była katalizatorem rewolucji cyfrowej, a jednym z jej znaków jest wdrażanie chmury i przetwarzania danych zdalnie – mówi Ryszard Hordyński, dyrektor ds. strategii i komunikacji w Huawei Polska. Jak podkreśla, polskie firmy szukają rozwiązań, które ułatwią gromadzenie i przyspieszą przetwarzanie danych, zapewnią ich bezpieczeństwo, ale równocześnie będą energooszczędne. Technologie dla cyfryzacji różnych branż – od finansów, przez energetykę, po edukację czy e-administrację – Huawei prezentuje w maju w największych miastach Polski i regionu w swoim Mobilnym Centrum Ekspozycyjnym.

Pandemia pokazała nam, jak ważna jest cyfrowa transformacja i na ile jesteśmy do tej digitalizacji przygotowani lub nie. Wszyscy z dnia na dzień przeżyliśmy pewien szok, ale z drugiej strony też zrozumieliśmy, i mówię zarówno o przysłowiowych Kowalskich, jak i o biznesie małym czy dużym, jak ważny jest dostęp do danych czy możliwość pracy zdalnej – mówi agencji Newseria Biznes Ryszard Hordyński, dyrektor ds. strategii i komunikacji w Huawei Polska.

Aż 93 proc. dużych polskich przedsiębiorstw podejmuje w tej chwili działania w obszarze cyfrowej transformacji, a ważnym jej elementem są właśnie rozwiązania chmurowe – wynika z raportu „Inwestycje IT w kierunku rozwoju polskich firm w latach 2021–2022”, opracowanego przez Computerworld na zlecenie Polcomu i Intela pod patronatem NCBiR. Wynika z niego też, że 30 proc. dużych firm cyfryzuje i automatyzuje większość swoich procesów biznesowych, choć 24 proc. wciąż prowadzi takie działania punktowo, tylko w wybranych obszarach funkcjonowania przedsiębiorstwa.

W raporcie Computerworld 54 proc. dużych firm zadeklarowało też, że zamierza utrzymać dotychczasowy poziom wydatków na cyfryzację, a 22 proc. planuje je zwiększyć. Niemal wszystkie badane przedsiębiorstwa wskazywały również, że menedżerowie IT powinni przyspieszać cyfrową transformację poprzez wprowadzanie nowych rozwiązań. Główną rolą działów IT powinno być z kolei zapewnienie dostępności do systemów informatycznych i narzędzi komunikacji zdalnie, z każdego miejsca, oraz zbieranie danych i podnoszenie ich jakości.

 Jest to ważne, ponieważ praca zdalna wymaga dostępu do danych w dowolnym momencie i z każdego miejsca. Z drugiej strony chcemy, żeby te dane były bezpieczne, przechowywane czy zarządzane przez profesjonalistów. I wtedy właśnie pojawia się chmura i rozwiązania chmurowe, które są teraz na topie. Nie da rady korzystać z dobrodziejstw cyfryzacji, jeżeli nie będziemy mieć dobrych centrów przetwarzania danych, dobrej sieci, dobrej infrastruktury sieciowej – mówi Ryszard Hordyński. – To jest trochę tak, jakbyśmy wszędzie podróżowali kolejami, rozmawiali o tym, jakie pociągi są ładne i czyste i jaką mają fajną ofertę barową, ale w ogóle byśmy nie mówili o torach.

Jak pokazuje ubiegłoroczny raport „Chmura 2030. Jak wykorzystać jej potencjał i przyspieszyć wzrost w Polsce”, opracowany przez McKinsey & Company, upowszechnienie chmury w polskich firmach i instytucjach publicznych do końca tej dekady może przynieść krajowej gospodarce dodatkowe 4 proc. PKB, czyli ok. 121 mld zł rocznie. Eksperci wskazują w nim, że chmura to kolejny etap w rozwoju technologii informacyjnych – po internecie w latach 90. czy smartfonach w pierwszej dekadzie XXI wieku – który przekształca całe gałęzie gospodarki, a największe korzyści wynikające z upowszechnienia chmury obliczeniowej może odnieść zwłaszcza handel detaliczny, sektor produktów FMCG oraz transport i logistyka.

Są branże, które już w tej chwili są mocno scyfryzowane. To są na pewno banki, firmy telekomunikacyjne, media. W kolejce stoi energetyka, która bardzo potrzebuje transformacji – niezależnie od tego, czy jesteśmy krajem opartym na węglu, czy na źródłach odnawialnych. Przyszłością energetyki są zdalnie zarządzane sieci rozproszone, a nie jak dzisiaj wielkie elektrownie, które rozsyłają energię na cały kraj. Małych, rozproszonych źródeł będzie coraz więcej i trzeba będzie nimi zarządzać, a to z kolei musi być scyfryzowane – mówi ekspert Huawei Polska.

Branżą, która będzie się cyfryzować, jest także górnictwo, gdzie systemy informatyczne mogą poprawić efektywność pracy i poziom bezpieczeństwa.

– Kolejną branżą jest też logistyka, bo owszem, dziś zamawiamy w aplikacji, odbieramy w paczkomacie, ale cała branża nie jest zsynchronizowana. Stany magazynowe różnych producentów czy dostawców nie są jeszcze zsynchronizowane z całym systemem transportu. To się dopiero zaczyna dziać. Kiedy wszystkie te dane znajdą się w jednej chmurze, wtedy logistyka będzie kolejnym, po energetyce, czarnym koniem cyfrowej transformacji  mówi Ryszard Hordyński.

Jak wskazują dane GUS, w 2021 roku z płatnych usług chmury obliczeniowej korzystało prawie 29 proc. przedsiębiorstw. Wśród dużych firm, zatrudniających co najmniej 250 osób, ten odsetek wynosi prawie 70 proc. Podobny odsetek charakteryzuje branże z sekcji informacja i komunikacja. Jak wskazuje raport Computerworld, 67 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że ich zdaniem chmura obliczeniowa przyspieszy zmiany technologiczne. Dodatkowo, zdaniem respondentów, chmura skraca czas realizacji projektów i wprowadzania produktów na rynek. 43 proc. menedżerów uważa z kolei, że przeniesienie aplikacji do chmury poprawi efektywność kosztową ich firmy.

Rosnącą popularność chmury potwierdzają m.in. dane IDC, według których w 2021 roku globalne wydatki na infrastrukturę chmurową wyniosły już prawie 74 mld dol., wzrastając w ujęciu rocznym o 8,8 proc. Co ciekawe, aż 1/4 tej kwoty przypadła tylko na ostatni kwartał ubiegłego roku, a IDC prognozuje, że do końca bieżącego nakłady na chmurę globalnie sięgną już 90 mld dol.

– Ogromnym powodzeniem cieszą się w tej chwili rozwiązania cloudowe, które są energooszczędne. W nowych technologiach bardzo dużym kosztem jest bowiem energia. Jeżeli te rozwiązania, których używamy, nasze serwery, macierze czy chmura zużywają mniej energii, to koszty użytkowania są mniejsze – mówi dyrektor ds. strategii i komunikacji w Huawei Polska.

Żeby przyspieszyć cyfrową transformację i przekonać przedsiębiorstwa do korzyści, jakie mogą odnieść dzięki wdrożeniu rozwiązań chmurowych, w tym miesiącu wystartował Huawei Enterprise Roadshow, w ramach którego Mobilne Centrum Ekspozycyjne Huawei od maja do września br. odwiedzi w sumie 30 miast w 13 krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej i krajów nordyckich (m.in. w Norwegii, Szwecji, Grecji, Turcji, Austrii, Słowacji i Węgrzech).

– Prezentujemy w nim sieci, które są połączeniem technologii Wi-Fi, technologii WAN, czyli rozległych sieci, które są w pewnym sensie współzarządzane. Prezentujemy pamięci masowe, bo jeżeli się cyfryzujemy, to danych jest coraz więcej, więc potrzebujemy mieć miejsce, gdzie będziemy je przetwarzać i przechowywać. Kolejnym elementem są dedykowane, dowolnej wielkości rozwiązania data center, które są bardzo energooszczędne, które mogą być zarówno budowane na zewnątrz budynków, jak i wewnątrz. One mają specjalne rozwiązania, które np. chłodzą powietrzem, a nie freonem, czyli dzięki temu mniej zanieczyszczamy środowisko – tłumaczy Ryszard Hordyński. – Są też rozwiązania, w których wchodzi w grę sztuczna inteligencja, która to wszystko łączy i która jest w stanie bardzo szybko wyłapywać i antycypować wszelkie awarie, monitorować system i informować administratorów o potencjalnych wydarzeniach, które mogą zaistnieć.

W Polsce Mobilne Centrum Ekspozycyjne zagości w największych miastach – było już w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, będzie w Poznaniu i Gdańsku.

Polski samochód wodorowy wyjedzie na ulice przed 2030 rokiem. Najbliższy rok będzie poświęcony projektowaniu...

Wodór coraz częściej jest wymieniany jako paliwo przyszłości i szansa na zmniejszenie emisyjności w motoryzacji, nieograniczanej niedoskonałościami ogniw litowo-jonowych. Obecnie na rynku jest sprzedawanych kilka modeli samochodów osobowych napędzanych wodorem. Do tej stawki jeszcze w tej dekadzie chce dołączyć polski start-up ze swoim modelem. Na razie znany jest wstępny projekt auta, a trwają prace nad platformą jezdną. Ampere Life pracuje także nad systemem tankowania takich pojazdów.

To, na czym będziemy się skupiać w tym roku, to są prace nad platformą jezdną. Zbudowanie takiej platformy zajmuje trochę czasu. Rok 2022, a nawet początek 2023, to jest platforma jezdna, którą będziemy chcieli później zaprezentować, jak nasz samochód będzie działał. To nie będzie jeżdżąca platforma jezdna jeszcze jako sam silnik, tylko bardziej wizja zastosowania naszej technologii – informuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Michał Jędrzejewski, prezes i założyciel Ampere Life.

Polski start-up w ubiegłym roku zaprezentował wizję swojego samochodu wodorowego. Ma to być SUV o zasięgu wynoszącym od 800 do 1 tys. km.

– Planowany wyjazd na ulice jest w granicach 2030 roku, ale na to musi się złożyć trochę więcej czynników niż sam pojazd, bo musi zostać stworzona infrastruktura tankowania tego typu pojazdów – zapowiada Michał Jędrzejewski.

Dlatego jednocześnie start-up pracuje też nad zautomatyzowanymi stacjami tankowania wodoru. Jak podkreśla jego założyciel, samochód będzie ostatnim etapem całego projektu – najpierw pojawią się także stacje ładowania aut elektrycznych i aplikacja do zarządzania całym ekosystemem ładowania.

Naszym celem jest wytworzenie nowego rynku umożliwiającego nie tylko ładowanie samochodów, ale innego typu pojazdów, np. hulajnóg, rowerów. To, co chcemy dopiąć jak najszybciej, to są nasze stacje ładowania pojazdów elektrycznych. I tutaj już pojawili się pierwsi inwestorzy i mamy pierwsze zamówienia pod nasze stacje ładowania pojazdów elektrycznych – mówi założyciel Ampere Life. – To, w co teraz też mocno wchodzimy, a raczej będziemy wchodzić w niedługim czasie, to są carporty – nasze wiaty fotowoltaiczne, które też będą zasilały pojazdy elektryczne.

Technologia napędów wodorowych nie jest najnowszym odkryciem. Na rynku motoryzacyjnym są już dostępne auta osobowe z takim rodzajem paliwa, m.in. Toyota Mirai i Hyundai Nexo. Według danych Międzynarodowej Agencji Energii w 2020 roku na całym świecie jeździło nieco ponad 31 tys. aut z napędem wodorowym. Zdaniem ekspertów w najbliższych latach zmieni się podejście do wodoru i stanie się on paliwem przyszłości. Co ciekawe, według raportu TLP i SpotData firmy z branży transport, spedycja i logistyka większą nadzieję upatrują w paliwie wodorowym niż w bateriach elektrycznych. Widzą szybszą możliwość zastosowania na szerszą skalę rynkową pojazdów napędzanych wodorem. Wprawdzie podobny odsetek uważa, że pojazdy napędzane bateriami elektrycznymi (18 proc.) i pojazdy napędzane paliwem wodorowym (19 proc.) znajdą szerokie zastosowanie rynkowe w ciągu najbliższych pięciu lat, ale już znacznie więcej badanych, bo 41 proc., uważa, że pojazdy na wodór upowszechnią się w ciągu 5–15 lat. O samochodach elektrycznych sądzi tak mniej osób, bo 34 proc.

– Największą przeszkodą w rozwoju motoryzacji wodorowej jest sam wodór. Aby był ekologiczny, to musimy mówić o wodorze zielonym, wytwarzanym z odnawialnych źródeł energii, a na chwilę obecną niestety to jeszcze nie jest tania i łatwa metoda. Oprócz tego potrzebna jest infrastruktura tankowania tego typu pojazdów. W Polsce ona dopiero powstaje. A rzeczywiście rozwijamy motoryzację wodorową w komunikacji – wskazuje Michał Jędrzejewski. – W Niemczech powstało dość dużo stacji tankowania pojazdów z osobowych wodorowych, bo tu mówimy o ok. 100 stacjach tankowania. W Polsce dopiero ten temat zaczyna raczkować, ale koncerny paliwowe już zaczęły opracowywać metody tankowania samochodów osobowych.

Na zakupy autobusów napędzanych wodorem decyduje się coraz więcej samorządów. Przykładowo Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia uzyskała we wrześniu ubiegłego roku dotację z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na zakup 20 takich pojazdów. Inwestycja pochłonie w sumie niemal 111 mln zł. W kwietniu, podczas Kongresu Technologii Miejskich, zarząd GZM zapowiedział jednak, że postępowanie przetargowe zostanie wszczęte dopiero po tym, jak uda się zapewnić kontrakt na dostawy paliwa wodorowego w odpowiedniej cenie.

– Przeszkody leżą w nienależytym rozwoju systemu tankowania wodoru, jak i wytworzenia zielonego wodoru. Jest to technologia droga, ale rozwojowa. My wychodzimy z założenia, że ten moment, kiedy będziemy wypuszczali nasz samochód wodorowy, nastąpi, kiedy ta technologia będzie już na tyle rozwinięta, że wytworzenie zielonego wodoru będzie łatwe i tanie. To jest tylko kwestia czasu. W chwili obecnej skupiamy się na wodorze niebieskim, szarym, którego produkcja jest jednak szkodliwa dla atmosfery, ale dążymy do zielonego wodoru – podkreśla założyciel Ampere Life.

Według analityków Market Research Future światowy rynek pojazdów napędzanych wodorowymi ogniwami paliwowymi do 2028 roku zwiększy swoje przychody niemal 40-krotnie: z 1,2 mld dol. w 2020 roku do niemal 47 mld dol.

Start-up Ampere Life był gościem jednej z ostatnich edycji Thursday Gathering, organizowanego przez Fundację Venture Café Warsaw. Spotkanie poświęcone było technologiom dedykowanym zrównoważonemu rozwojowi. Thursday Gathering to cykliczna impreza, która w każdy czwartek do warszawskiego Varso przy ul. Chmielnej przyciąga społeczność innowatorów, m.in. naukowców, start-upowców i inwestorów.