Miesięczne Archiwum: Czerwiec, 2022
Akcjom zbierania śmieci coraz częściej towarzyszy zbieranie pieniędzy. Platforma crowdfundingowa ułatwia pozyskiwanie środków na ekologiczne inicjatywy
Założyciele Planet Heroes, pierwszej ekologicznej platformy crowdfundingowej, pokazują, że na sprzątaniu planety można zarobić. Osoby organizujące społeczne akcje zbierania śmieci mogą zbierać na ten cel środki, a we wsparcie tego typu inicjatywy angażują się firmy i ludzie z całego świata. W niektórych, szczególnie biednych krajach taka motywacja finansowa może być kluczowa. Tylko w ubiegłym roku udało się zebrać ponad milion kilogramów śmieci.
– Planet Heroes to pierwsza na świecie globalna platforma crowdfundingowa, skupiająca się na działaniach ekologicznych, organizowanych przez ludzi na całym świecie. Tym, którzy zbierają śmieci i w swoich lokalnych społecznościach organizują takie zbiórki odpadów, nasza platforma umożliwia otrzymywanie dotacji finansowych – mówi agencji Newseria Lifestyle Karolina Gurgul z Planet Heroes.
Użytkownicy organizujący akcję sprzątania śmieci z przestrzeni publicznych dokumentują ją zdjęciami. Materiały z opisem efektów prac, lokalizacji oraz z fotografiami są publikowane na platformie, przez którą zarejestrowana tam społeczność może wpłacać datki na daną inicjatywę. Wsparcie oferują też firmy, które w ten sposób wspierają prośrodowiskowe działania.
– Sprzątanie śmieci, troska o środowisko i branie sprawy we własne ręce, czyli po prostu fizyczne zbieranie śmieci ze swojego parku, plaży czy okolicznego lasu, przede wszystkim daje poczucie satysfakcji i poczucia odpowiedzialności za swoje otoczenie. Oprócz tego w przypadku naszej platformy dają też szanse na dodatkowy zarobek, bo my umożliwiamy otrzymywanie wsparcia finansowego i to są dodatkowe środki, które są dodatkową motywacją dla tych ludzi – tłumaczy Karolina Gurgul.
Wbrew pozorom worek ze śmieciami nie jest więc bezwartościowy.
– W tym momencie worek śmieci jest dla nas wart 5 euro, bo wprowadziliśmy strategię global pricing, która ustala stałą kwotę wynagrodzenia. To oznacza, że każdy, kto w dowolnym miejscu na Ziemi zbierze worek śmieci i opublikuje to na naszej platformie, otrzyma od nas taką właśnie kwotę. To jest uniwersalny model, który zapewni równe i jednakowe wynagrodzenie dla każdego sprzątającego – mówi ekspertka Planet Heroes.
Jak podkreśla, wprowadzenie w styczniu br. modelu global pricing to najważniejsza inicjatywa Planet Heroes. Ta sama kwota obowiązuje na całym świecie.
– Dzięki temu mamy możliwość nawiązywania współpracy z dużymi firmami, które są gotowe, żeby przeznaczać swoje środki na to, żeby wynagradzać sprzątających, a sprzątającym zapewniają stałą kwotę dotacji, co jest olbrzymią motywacją – wyjaśnia Karolina Gurgul. – Dla nas ten rok jest wprowadzeniem tej strategii oraz wejściem na inne rynki zagraniczne i pozyskiwaniem klientów zagranicznych. Najważniejszym rynkiem dla nas w tym momencie jest Brazylia i Ameryka Południowa. Jesteśmy w trakcie negocjacji z różnymi partnerami, żeby wejść na rynek brazylijski.
Z obserwacji Planet Heroes wynika, że Polacy coraz chętniej i częściej angażują się w akcje zbierania odpadów, nawet jeśli nie idzie za tym motywacja finansowa. Dobrym pretekstem są chociażby różne cykliczne akcje organizowane przez urzędy, szkoły i stowarzyszenia.
– Polacy najchętniej biorą udział w wydarzeniach z okazji Światowego Dnia Ochrony Środowiska, dnia sprzątania świata czy pierwszego dnia wiosny. I wtedy faktycznie obserwujemy zmasowane akcje, gdzie grupy szkolne czy pracownicy firm i różnych instytucji publicznych wychodzą sprzątać. Na świecie wygląda to podobnie. Także w biedniejszych krajach w Azji czy Afryce takie akcje są organizowane, ale wtedy ta motywacja finansowa jest ważniejsza niż w krajach zachodnich – mówi ekspertka.
Każdy, kto dołącza do platformy Planet Heroes, przechodzi szkolenie, podczas którego jest instruowany, w jaki sposób może wziąć udział w akcji. By dostać wynagrodzenie za zebrane śmieci, muszą one być posegregowane z podziałem na frakcje i wyrzucone do odpowiednich pojemników. Cała praca powinna być udokumentowana na zdjęciach.
– My oczywiście mamy bardzo duże zaplecze technologiczne, wykorzystujemy sztuczną inteligencję do tego, żeby weryfikować, czy odpadów zostało zebranych tyle, ile ktoś deklaruje, i czy zostały w odpowiedni sposób posegregowane – mówi Karolina Gurgul.
Z inicjatywy Planet Heroes w marcu 2021 roku w ramach międzynarodowej kampanii sprzątania świata na pierwszy dzień wiosny akcje odbyły się w Indonezji, Francji, Portugalii i wielu miastach w Polsce. Tylko w ciągu dwóch dni udało się zebrać 500 worków śmieci. Z kolei w kwietniu z okazji Dnia Ziemi w ciągu tygodnia przeprowadzono ponad 45 zbiórek i zebrano 1500 worków śmieci, a każdy z nich to kwota 10 zł przekazana na rzecz fundacji ekologicznej w Polsce. W całym ubiegłym roku inicjatywy prowadzone w ramach Planet Heroes pozwoliły posprzątać milion kilogramów śmieci. Wśród trwających właśnie ponad 200 zbiórek są m.in. sprzątanie szlaków w Himalajach, Santa Ana w Salwadorze, rzeki w Duali w Kamerunie czy miast w Gwatemali. Dominują jednak różnego typu inicjatywy w Polsce, m.in. w ramach akcji Czysta Odra.
O platformie Planet Heroes Karolina Gurgul opowiadała podczas jednego z Thursday Gathering, cyklicznych spotkań społeczności innowatorów, które stanowią dobrą okazję do wymiany doświadczeń i pomysłów z różnych dziedzin życia. Organizatorem coczwartkowych eventów w warszawskim biurowcu Varso jest Fundacja Venture Café Warsaw.
Rośnie zapotrzebowanie na kadry przy projektowaniu, budowie i nadzorowaniu morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Potrzeba będzie ponad 70 tys. specjalistów
Na Morzu Bałtyckim trwają zaawansowane przygotowania do budowy kilkunastu dużych farm wiatrowych, a kolejne są już w planach. To oznacza, że w nadchodzących latach skokowo wzrośnie zapotrzebowanie na kadry dla sektora offshore. Szacuje się, że zatrudnienie może znaleźć w nim ponad 70 tys. specjalistów, których na razie na rynku brakuje. Dlatego PGE, największy inwestor na Bałtyku, nawiązała współpracę z Uczelnią Łazarskiego, tworząc nowy program studiów podyplomowych dla osób, które w przyszłości zajmą się prowadzeniem i nadzorowaniem takich inwestycji.
– Morze Bałtyckie w najbliższych latach będzie jednym wielkim placem budowy, inwestycje są szacowane na mniej więcej 100 mld zł. Polska Grupa Energetyczna będzie największym inwestorem na Bałtyku, ale nie jedynym. Stąd potrzeba wysoko wyspecjalizowanej kadry, która będzie potrafiła zarządzać tego typu projektami – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.
Morska energetyka wiatrowa jest jedną z najszybciej rozwijających się technologii OZE w Europie. Polska nie ma jeszcze co prawda własnych wiatraków na morzu, ale pierwsze z nich mają zacząć produkować energię elektryczną w 2026 roku. Zgodnie z założeniami Polityki energetycznej do 2040 roku moc zainstalowana w offshore ma sięgnąć ok. 5,9 GW do końca tej dekady i nawet 11 GW do 2040 roku.
Morskie farmy wiatrowe na Bałtyku mają być jednym z filarów polskiego systemu energetycznego, a przy tym stanowić impuls rozwojowy dla całej gospodarki. Przyjmuje się, że program ich budowy może się przyczynić do powstania 77 tys. nowych miejsc pracy oraz zasilić budżet państwa i samorządów kwotą 15 mld zł – wynika z opublikowanego w zeszłym roku raportu „Energia (od)nowa” ILF Consulting Engineers. Analitycy wskazują w nim, że do 2040 roku Polska ma szansę być już dojrzałym rynkiem w branży morskiej energetyki wiatrowej i wieść prym w basenie Morza Bałtyckiego. Warunkiem jest jednak dostosowanie zaplecza portowego, rozwój infrastruktury logistycznej i obsługowej oraz budowa kadr dla tego sektora, których dzisiaj brakuje. Polscy specjaliści, którzy pracują w branży, dotąd zdobywali doświadczenie głównie za granicą i wciąż jest ich niewielu.
– Wiadomo, że od dekarbonizacji nie ma odwrotu, a offshore będzie jednym z filarów transformacji polskiej energetyki. To duże wyzwanie i żeby mu sprostać, potrzebujemy wysoko wyspecjalizowanej kadry. Oczywiście w PGE już zatrudniamy wykwalifikowanych specjalistów, którzy potrafią zarządzać tego typu projektami, ale rozwijamy się i poszukujemy nowych pracowników – mówi Wojciech Dąbrowski.
– Cały świat w związku z okropnymi wydarzeniami za wschodnią granicą zdaje sobie sprawę, jak istotne dla gospodarek, społeczeństw i krajów są źródła energii alternatywnej i odstępowanie od tych tradycyjnych. Te procesy, które trwają od pewnego czasu, na pewno przyspieszą, a to oznacza jedno: rozwój tego rodzaju inwestycji i potrzeby kadrowe osób, które mogą poprowadzić te inwestycje. Mowa jest o dziesiątkach tysięcy osób, które mogą w takich przedsięwzięciach w najbliższych latach uczestniczyć – mówi prof. dr hab. Maciej Rogalski, rektor Uczelni Łazarskiego.
Aby częściowo zaspokoić zapotrzebowanie na specjalistów, PGE Polska Grupa Energetyczna i warszawska niepubliczna uczelnia nawiązały właśnie współpracę i wspólnie stworzyły program studiów podyplomowych: morska energetyka wiatrowa – zarządzanie oraz przygotowanie i realizacja inwestycji.
– Kierunek jest adresowany do wszystkich osób, które zamierzają w przyszłości zajmować się projektami związanymi z tą gałęzią alternatywnej energetyki – mówi prof. dr hab. Maciej Rogalski. – Takie projekty są skomplikowane, wymagają zaangażowania różnych obszarów wiedzy i praktyki, w tym m.in. zarządzania projektowego, nadzorowania procesów inwestycyjnych. Tacy specjaliści powinni mieć też wiedzę z zakresu regulacji dotyczących m.in. ochrony środowiska i prawa budowlanego, z zakresu kalkulowania ryzyk o charakterze inwestycyjnym. Potrzebny jest więc szeroki pakiet kwalifikacji i umiejętności praktycznych, który pozwoli przyszłym specjalistom przeprowadzać tak skomplikowane i nowatorskie przedsięwzięcia, jakimi są budowy morskich farm wiatrowych.
Nowy kierunek studiów podyplomowych na Uczelni Łazarskiego jest kierowany m.in. do specjalistów ze spółek energetycznych, urzędów i instytucji, ale też do wszystkich zainteresowanych rozwojem zawodowym w obszarze morskiej energetyki wiatrowej. Zostanie uruchomiony od października br.
PGE Polska Grupa Energetyczna na początku tego roku nawiązała też podobne partnerstwa z Uniwersytetem Morskim w Gdyni i Politechniką Gdańską, gdzie uruchomione zostały dwa inne kierunki studiów podyplomowych z obszaru offshore – z projektowania i budowy morskich systemów energetycznych oraz z zarządzania ryzykiem w morskim przemyśle wydobywczym i energetyce wiatrowej.
– Będziemy się rozwijać, będziemy potrzebować wysoko wyspecjalizowanej kadry – i nie tylko my. To są zawody przyszłościowe w energetyce, dlatego zachęcam do wzięcia udziału w tym programie i zapewniam, że najlepsi znajdą zatrudnienie w PGE – mówi Wojciech Dąbrowski.
PGE Polska Grupa Energetyczna zamierza do 2040 roku wybudować na Bałtyku farmy wiatrowe o łącznej mocy przynajmniej 6,5 GW. Grupa – wspólnie z partnerem joint venture, czyli duńską spółką Ørsted – jest już mocno zaawansowana w pracach nad trzyetapowym projektem MFW Baltica, największej farmy wiatrowej na polskiej części Bałtyku i jednej z największych na świecie ogółem.
Uruchomienie pierwszego etapu projektu – czyli MFW Baltica 3 o mocy ok. 1045 MW – jest planowane na 2026 rok. Kolejny etap – czyli MFW Baltica 2 o mocy ok. 1500 MW – ma zostać oddany do użytku do 2027 roku. Oba etapy mają już decyzje lokalizacyjne, pozwolenia środowiskowe, umowy przyłączeniowe do sieci przesyłowej z operatorem, otrzymały też prawo do kontraktu różnicowego. W tym roku PGE i Ørsted spodziewają się otrzymania decyzji środowiskowej dla części przesyłowej na lądzie i będą pracować nad pozyskaniem pozwoleń na budowę, które przybliżą projekt do finalnej decyzji inwestycyjnej.
– To będą pionierskie przedsięwzięcia w Polsce. Mamy już doświadczenie w budowie farm wiatrowych na lądzie, ale nie mamy doświadczeń w budowie takich elektrowni na morzu. Dlatego potrzebujemy wykształconej kadry, aby takimi projektami zarządzać – mówi prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej.
Polscy naukowcy rozwijają kolejny materiał przyszłości. Azotek galu może zastąpić półprzewodniki z krzemu
Azotek galu (GaN) to syntetyczny materiał, który jest znacznie lepszym półprzewodnikiem niż szeroko wykorzystywany obecnie krzem. Już zrewolucjonizował oświetlenie – dziś można go znaleźć w większości żarówek LED-owych – i umożliwił miniaturyzację m.in. ładowarek do smartfonów czy zasilaczy do laptopów. Według naukowców skala jego zastosowań będzie jednak znacznie szersza. – W przyszłości azotek galu będzie powszechnie stosowany m.in. w samochodach elektrycznych i stacjach do ich ładowania czy w stacjach bazowych sieci komórkowych najnowszej generacji – mówi Kamila Ćwik z Instytutu Mikroelektroniki i Fotoniki, który jest częścią Sieci Badawczej Łukasiewicz.
– W naszym instytucie pracujemy z azotkiem galu, ponieważ ma on lepsze parametry elektryczne od krzemu. Urządzenia oparte na azotku galu mogą być mniejsze, mniej się nagrzewać, a co za tym idzie, zużywać mniej prądu – mówi agencji Newseria Biznes mgr inż. Jarosław Tarenko z Instytutu Mikroelektroniki i Fotoniki.
Azotek galu, czyli GaN, jest związkiem chemicznym azotu i galu, który nie występuje naturalnie w przyrodzie. Jest wytwarzany sztucznie w laboratoriach. Jest też materiałem półprzewodnikowym o ciekawych właściwościach fizycznych, które powodują, że w wielu zastosowaniach może on zastąpić krzem – najpowszechniej stosowany półprzewodnik.
– Azotek galu to nie przyszłość, to już teraźniejszość. Często nie zdajemy sobie sprawy, że większość urządzeń w naszych domach jest zbudowanych właśnie w oparciu o GaN – mówi Kamila Ćwik, młodszy specjalista w Instytucie Mikroelektroniki i Fotoniki. – Ten związek chemiczny zrewolucjonizował oświetlenie, za co japońscy naukowcy otrzymali Nagrodę Nobla z fizyki w 2014 roku. Większość żarówek LED-owych jest dziś zbudowanych ze świecących diod z azotku galu. Zastosowania tego pierwiastka nie ograniczają się jednak tylko do nich. Już teraz tranzystory z azotku galu są stosowane w szybkich ładowarkach do telefonów komórkowych. Być może ktoś zauważył też, że najnowsze zasilacze do laptopów są znacznie mniejsze. To również zasługa azotku galu.
Warszawski instytut rozwija obecnie wiele typów urządzeń elektronicznych opartych na azotku galu. Są to diody i tranzystory np. do zasilaczy, ładowarek czy banków energii, a także tranzystory do zastosowań wojskowych, np. różnego rodzaju radarów.
– Pracujemy również nad detektorami i źródłami promieniowania ultrafioletowego – podkreśla dr inż. Andrzej Taube, lider obszaru przyrządów na bazie GaN w Łukasiewicz – Instytucie Mikroelektroniki i Fotoniki. – Na czym dokładnie polega nasza praca? Otóż projektujemy przyrządy tak, żeby spełniały konkretne wymagania, np. definiujemy kształt i wielkość elektrod. Następnie wykonujemy taki przyrząd w laboratorium o wysokiej czystości, a sam proces technologiczny może obejmować ponad 100 różnych operacji. Cały ten proces możemy wykonać w laboratoriach Łukasiewicz – IMiF. Dalej ten wykonany przyrząd poddajemy testom, aby sprawdzić, czy działa tak, jak powinien, po czym może on zostać przekazany do końcowego odbiorcy. Na tym etapie często współpracujemy z polskimi i zagranicznymi firmami.
W Łukasiewicz – IMiF realizowanych jest wiele projektów dotyczących azotku galu. Jednym z nich jest m.in. projekt EnerGaN, współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, który dotyczy opracowania nowych typów przyrządów na bazie tego związku chemicznego. Są to np. wertykalne tranzystory, przeznaczone do zastosowania w inteligentnych bankach energii.
– Dzięki zastosowaniu naszych przyrządów inteligentne banki energii mogą być mniejsze, bardziej efektywne, a przede wszystkim mogą być bardziej niezawodne w porównaniu do innych rozwiązań – mówi Andrzej Taube.
– W przyszłości azotek galu będzie powszechnie stosowany w szerokiej gamie urządzeń, w tym m.in. w samochodach elektrycznych i stacjach do ich ładowania, w stacjach bazowych sieci komórkowych najnowszej generacji albo miniaturowych projektorach – wylicza Kamila Ćwik.
Sieć Badawcza Łukasiewicz to trzecia pod względem wielkości sieć badawcza w Europie. Dostarcza atrakcyjne, kompletne i konkurencyjne rozwiązania technologiczne. Oferuje biznesowi unikalny system „rzucania wyzwań”, dzięki któremu grupa 4500 naukowców w nie więcej niż 15 dni roboczych przyjmuje wyzwanie biznesowe i proponuje przedsiębiorcy opracowanie skutecznego rozwiązania wdrożeniowego. Przedsiębiorca może się zdecydować na kontakt przez formularz na stronie https://lukasiewicz.gov.pl/biznes/ lub w ponad 50 lokalizacjach. Potencjał Łukasiewicza skupia się wokół takich obszarów badawczych jak: zdrowie, inteligentna mobilność, transformacja cyfrowa oraz zrównoważona gospodarka i czysta energia.

